Hipoteza zamachu i inne hipotezy

Badając przyczyny katastrofy prezydenckiego samolotu pod Smoleńskiem należy brać pod uwagę wszystkie możliwości. Nie oznacza to jednak, że każda hipoteza jest równie prawdopodobna. I z prawdopodobieństwem ocierającym się o pewność  wiemy już jaka były zasadnicza przyczyna katastrofy.  Była nią niezwykle zła pogoda i zupełny brak odpowiedzialności ze strony polskich czynników (nie rozstrzygam czy było to otoczenie Prezydenta Kaczyńskiego czy też szerszy krąg ludzi), by w tych niedopuszczalnych lądowanie warunkach lądować.  W tym zakresie żaden z później poznanych faktów nie obalił wniosków komisji Millera. Katastrofa bardzo źle świadczy o procedurach bezpieczeństwa  w naszym państwie i szerzej  – o rozumieniu, jakie jest znaczenie dla państwa ściśle formalnych procedur.

Kwestionujący taką wersję wydarzeń (powtarzam – wersję o najwyższym prawdopodobieństwie) wysuwają najrozmaitsze inne przypuszczenia. Generalnie można te przypuszczenia podzielić na dwie grupy.

Pierwsza grupa  mówi o tym, że katastrofę spowodowały zaniedbania strony rosyjskiej (złe nakierowanie samolotu, brak odpowiedniego przygotowania lotniska itd.).  Zaniedbania takie należy nawet założyć , lecz nie byłyby one przyczyną katastrofy, gdyby samolot nie usiłował w gęstej mgle lądować.

Druga grupa domniemuje  zamach, przy czym owych wersji jest co najmniej kilka. Zaniedbania  te (złe naprowadzanie) miało charakter celowy. Druga wersja to, że w samolocie wybuchła bomba itd.  Jeśli jednak mylne naprowadzanie było celowe, to na zamach strona rosyjska musiałaby się zdecydować w ostatniej chwili (bowiem przy lepszej pogodzie nie mogłoby to być skuteczne). Nie wydaje się, aby taką decyzję można było podjąć w ostatniej chwili.

Bomba natomiast w samolocie nie wybuchła, bowiem wybuch wywołałby odpowiednie zmiany mechaniczne poszczególnych części samolotu. Tego nikt nie stwierdził (dla oponentów może być to oczywiście argument nieskuteczny, jeśli twierdzą oni, że wszystko na tym świecie) może być sfałszowane).

Zostaje kwestia sladów trotylu, choć wcale nie wiadomo czy on tam był. Załóżmy jednak, że bombę (trotyl) podłożono. Ponieważ nie było jednak wybuchu, to znaczyłoby, że zamach przygotowywano, ale go nie przeprowadzono. Trudno sobie wyobrazić, żeby katastrofę usiłowano sprowokować na wiele sposobów (i złe naprowadzanie i bomba).

Jest też kwestia cui bono? Kto miałby odnieść korzyść z takiego zamachu?

Prezydent Kaczyńśki był istotnie w jakiś sposób niewygodny dla Mokswy szczególnie ze względu na swoje zaangażowanie na Kaukazie. To jednak tylko jedna strona medalu. Prezydent Lech Kaczyński wedle notowań przedwyborczych miał bardzo małe szanse na ponowny wybór. Jarosław Kaczyński osiągnął wynik dużo lepszy z uwagi na zrozumiałe współczucie, jakie wywoła śmierć jego Brata jak i złagodzenie retoryki na czas kampanii.

Dla Moskwy wybór Lecha Kaczyńskiego byłby korzystniejszy, bowiem jego oraz PiS-u polityka konfrontująca Polskę na wszystkich niemal frontach (eurosceptyczna, antyniemiecka i antyrosyjska i bez szans na poparcie amerykańskie w dokonującym resetu w stosunkach z Moskwą Waszyngtonie)  izolowałaby Polskę na arenie międzynarodowej. Proeuropejska związana ze zbliżeniem z Niemcami polityka Warszawy jest dla Moskwy znacznie trudniejszym orzechem do zgryzienia.

Kalkulując na chłodno Moskwa nie miałaby żadnego interesu w dokonywaniu zamachu, tym bardziej, że organizowanie go związane byłoby z ogromnym ryzykiem zupełnej utraty zaufania w całym świecie.

+++

Kwestie przyczyn katastrofy i pytania cui bono, należy oddzielić od kwestii tego, co działo się i dzieje po katastrofie. Łatwo wskazać na duże błędy w prowadzeniu śledztwa, a w każdym razie w polityce informacyjnej jego dotyczącej. Moim zdaniem strona rządowa nie doceniła ogromu symbolicznego znaczenia tego  co się stało (co wydaje się  pochodną szerszego problemu jakim jest brak odpowiedniego zrozumienia dla kwestii kultury pamięci czy polityki historycznej). Sprawy powierzono technokratycznym procedurom, które okazały się w tej sytuacji nie wystarczające. Przecież to sam rząd mógł zaproponować budowę pomnika, wydać książkę pamiątkową ofiar katastrofy itd. Tego jednak nie zrobiono i inicjatywę przejęli „nawiedzeni” często przeciwnicy polityczni rządu. Każde niedociągnięcie w śledztwie i niejasność (zrozumiałe, że musiały się one zdarzać) były nie tyle wyolbrzymiane (co w takiej sprawie jest też zrozumiałe), ale służyły jako przesłanka do wniosku, że rząd ma coś do ukrycia , a więc  i konstruowania hipotezy zamachu.

Sytuacja ta niemal zdewastowała ideowo prawicowo-konserwatywną opozycję, która z kwestię smoleńską uczyniła swoim zasadniczym tematem politycznym, usiłując zdestabilizować sytuację w kraju i dążąc do obalenia rządu (a nie wygrania następnych wyborów po upływie kadencji).

Wydaje się, że należy brać pod uwagę jeszcze inny czynnik , jakim jest Moskwa. Oczywiste jest, że to co się dzieje w Warszawie jest tam pilnie obserwowane. Początkowo Moskwa była bardzo ostrożna. Narastające podziały w Warszawie stwarzały  jednak i stwarzają dla Moskwy możliwości gry. Należy jedynie co pewien czas podrzucać odpowiednie materiały na „podpałkę”. Gdy prezes Kaczyński złagodził swoją linię, pojawiły się skandaliczne zdjęcia, które znów musiały rozpalić w Polsce emocje.

Obecna sytuacja z „trotylem” nie dotyczy samej tylko Rzp. Red.Gmyz wykazał w oczywisty sposób brak profesjonalizmu pisząc tekst o tak dalece idących wnioskach na podstawie tak małej ilości przesłanek. Jeszcze mniej profesjonalizmu wykazał red.nacz. Wróblewski, że taki tekst puścił, bowiem zdając sobie sprawę z jego wagi musiał go przecież czytać wielokrotnie.

Ktoś jednak w takiej czy innej formie takie ślady informacji red. Gmyzowi podsunął. Źródłem ma być prokuratura wojskowa, która jednak zaprzeczyła informacjom zawartym w tekście Rzp. Pozostaje jednak jakieś tajemnicze źródło informacji red. Gmyza. Czym ono jest?

Wiadomo, że prokuratura wojskową ma na pieńku z premierem Tuskiem, który miał zamiar (niepotrzebną) prokuraturę wojskową zlikwidować.  Niezdarne prowadzenie śledztwa przez PW może być paradoksalnie sposobem obrony. Wpychając premiera w coraz większe kłopoty związane ze sledztwem, PW czyniłaby się niezbędną i chroniła  przed likwidacją. To może być jedna przyczyna nieszczęsnego wycieku.

Druga hipoteza brzmiałaby bardziej niepokojąco. Źródło przecieku dla red. Gmyza (którego on jest zupełnie nieświadomy) byłoby znacznie dalej i poza granicami kraju.

Byłoby już w chwili obecnej fantazjowaniem, że Moskwa  podsuwa rzekome informacje o rosyjskim zamachu. Dalej byłyby to jedynie przesłanki. W Warszawie mogłoby jednak one  obalić rząd. Moskwie niczym by to nie groziło.

Tak jest bowiem w kulisach polityki, że emocje i głupota służą lepiej obcym służbom niż najlepsi agenci. Tych już właściwie nie potrzeba, starczy jedynie naciskać na odpowiednie dźwignie emocji.

 

 

2 thoughts on “Hipoteza zamachu i inne hipotezy

  1. Trudno jest mi dyskutować polityczne zawiłości artykułu w RP, mogę jednak podzielić się opinią o samym wypadku. Od 38 lat związany jestem z lotnictwem, z tym małym i z tym wielkim, z cywilnym i z wojskowym, brałem też udział w badaniu wypadków (nie tej skali jednak). Pracowałem w najbardziej renomowanych firmach lotniczych na świecie i również w imieniu nadzorów lotniczych USA i Kanady. W odróżnieniu od wielu zabierająch w tej sprawie głos, przeczytałem cały raport Millera (500 stron) i potrafię go zrozumieć. Rozmawiałem sporo z moimi kolegami pilotami, którzy kiedyś latali między innymi na Tu-154. Sprawa jest jasna, nie było żadnego zamachu, a wszystko co ujawniono i napisano, wyłania bardzo smutny obraz. Niekompetencja, lekceważenie przepisów i fudamentalnych zasad, hura optymizm i improwizacja. To kapitan decyduje o lądowaniu i żaden, nawet „wrogi agent” kontroler na lotnisku nie może go zmusić do podjęcia takiej decyzji i złamania wszelkich zasad. Załoga nie była wyszkolona w tym typie podejścia do lądowania i nie miała prawa nawet próbować tam lądować. Nie lądowali na 2 NDB jak zadeklarowali, ale na GPS i to w dodatku przy źle wprowadzonych danych, ignorowali kontrolera. Lądowali bez widoczności i zeszli poniżej wysokości decyzji. To jest takie „przestępstwo”, że nawet jak się uda wylądować, to normalne linie lotnicze dają pilotowi dożywotni wilczy bilet. Dlaczego kapitan tupolewa tak zrobił? Nie wiem i nikt nie będzie już tego wiedział na pewno. Wiem tylko, że dokumenty spec pułku pokazują, iż była to częsta praktyka i nikt od samego dołu, aż do samej góry się tym nie przejmował. Tu się ujawnia pewna kultura, a raczej jej brak. Skostniałe, przestarzałe struktury i miałcy ludzie przedkładający własny interes nad dobro wszystkich. Czy to był wyjątek? Czy to jest takie odległe od tego co widzimy po wypadku i to aż do teraz? Historia brutalnie się rozprawi z tymi którzy biją smoleńską pianę i sączą jad nienawiści w serca i umysły polaków. Szkoda tylko, że i dzisiaj, po stuleciach fraszka Reja jest ciągle aktualna – Polak przed szkodą i po szkodzie głupi.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s