1 listopada 2012 – Moi zmarli ze Smoleńska

Wśród osób, które zginęły w katastrofie pod Smoleńskiem 10.04.2010 znałem kilka osób a co najmniej jedną zaliczam do moich długoletnich przyjaciół. Wymienię tragicznie zmarłych: Lech Kaczyński, Ryszard Kaczorowski, Aram Rybicki, Janusz Kurtyka, Stefan Melak i Janusz Krupski.

Janusza Krupskiego znałem od wczesnych lat 70-tym, kiedy to razem studiowaliśmy na KUL-u. Zaczynał on wtedy swoją karierę znakomitego konspiratora demokratycznej opozycji. Sprowadził do Polski pierwszy powielacz, który drukował w  „drugim obiegu” , i dlatego można go uważać za jego twórcę. Był silnie związany  z tradycją AK, to jednak jako człowiek prawdziwie i głęboko wierzący opowiadał się za zawsze za pokojowymi formami walki i dialogiem. Często zastanawiało mnie jak określić jego poglądy polityczne, pozbawione jakiejkolwiek jednostronności. Janusz posiadał równie dobre relacja z czołowymi politykami PiS jak i PO. Określiłbym je jako „otwarty konserwatyzm”. Powierzone mu stanowiska publiczne pełnił z niezwykłym oddaniem.

Ze Stefanem Melakiem   zetknąłem się w drugiej połowie lat 70-tych a później w „internacie” w Białołęce. Był upartym i  konsekwentnym bojownikiem o pamięć o zbrodni katyńskiej. Zaangażowało go to z ogromną intensywnością i ma on ogromne w tej dziedzinie zasługi z  czasów PRL-u  gdy prawdę o sowieckiej zbrodni trzeba było odkłamywać. Był zarazem człowiekiem o olbrzymim wspaniałym poczuciu humoru. Przy wszystkich różnicach poglądów, jakie z natury rzeczy ożywiały opozycję demokratyczną ze Stefanem nie sposób było się pokłócić, ponieważ każde napięcie umiał on rozładować żartem. Był wspaniałym kumplem dla wszystkich w Białołęce.

Aram Rybicki w zadziwiający sposób pozostawał wiecznie chłopięcy, motywowany entuzjazmem i pełen dobrej woli. Arama znałem od lat 70-tych, choć działał przede wszystkim w Gdańsku, a ja jestem warszawiakiem. Mimo pewnych form konspiracji, wciąż jeszcze wąskie środowisko opozycyjne,  znało się towarzysko dosyć dobrze. W  tej opozycji, jako że cztery lata młodszy ode mnie, należał do jednych z najmłodszych, co wcale nie oznacza, że najmniej dojrzały. Był widocznym i znaczącym działaczem Ruchu Młodej Polski. Z powagą i rztelnością pełnił funkcję posła w sejmie niepodległej już Rzeczpospolitej.

Janusza Kurtykę poznałem już  jako dyrektor szczecińskiego oddziału IPN, kiedy Janusz był jego prezesem. Uważałem go za osobę znakomicie kierującą tą instytucją. Jego studia historyczne nad dziejami WiN świetnie go do tego predysponowały.  Umiał uporządkować wiele trudnych spraw tej niezwykle skomplikowanej instytucji. Ponieważ atakowany był IPN,  atakowany był również on sam, często bez poważnych argumentów. Jego dorobek domaga się obiektywnej oceny i podsumowania.

Ryszarda Kaczorowskiego miałem zaszczyt poznać w Londynie będąc tam razem z Januszem Krupskim. Spędziliśmy parę godzin na rozmowie w Domu Polskim. Uderzała skromność i bezpośredniość tego człowieka, który zarazem wydawał się znakomicie świadomy jakże istotnej symbolicznej  roli ostatniego prezydenta RP na emigracji.  Narzucało się wprost myśl, że jego wielka kultura bycia pochodzi z II RP. Pozostaje dla mnie wzorcem polityka, który działał publicznie z myślą o dobru publicznym a nie o karierze i zaspokojeniu próżności.

Leszka Kaczyńskiego znałem od drugiej połowy lat 70-tych. Należał do kręgu osób wspomagających wydanie czasopisma drugiego obiegu „Głos”. Był zawsze trzeźwym analitykiem życia politycznego, umiejącym odróżnić bieżące cele kształtującej się wtedy opozycji od celów długofalowych. W tym też sensie cechował go chłodny realizm. Ostatni raz miałem okazję spotkać go, zaproszony do Pałacu. Był silnie krytykowany przez opozycję, dlatego   mimo że znałem jego postawę, był zaskoczony trzeźwością i dystansem z jakim odnosił się do tego co się działo. Ma dzisiaj wielbicieli  i zajadłych krytyków. Jego dorobek jako polityka a przede wszystkim jego prezydentury nie został niestety obiektywnie i wielostronnie podsumowany, czego znając Leszka z pewnością by sobie życzył.  Był Prezydentem RP wybranym większością głosów, co zobowiązuje do takiej debaty.

To są osoby, które znałem i bliżej się zetknąłem. Tragiczna katastrofa dotknęła jednak ludzi z bardzo wielu rozmaitych środowisk. Wielu z nas ma wśród ofiar katastrofy pod Smoleńskiem „swoich” zmarłych.

Dążąc do wyjaśnienia   wszystkich nawet najdrobniejszych szczegółów związanych z przyczynami  katastrofy, podkreślać też trzeba przede wszystkim, że ci zmarli potrzebują przede wszystkim naszej pamięci.  I pielęgnując dobrą pamięć możemy dla nich zrobić najwięcej. Powinna ukazać wspólna księga z biogramami i wspomnieniami o wszystkich tych, którzy razem zginęli tego tragicznego dnia – ludzi o odmiennych  poglądach i odmiennych biografiach,  a jednak wszelkie te różnice bledną w obliczu majestatu śmierci.

1 listopada, Wszystkich Świętych,2012.

3 thoughts on “1 listopada 2012 – Moi zmarli ze Smoleńska

  1. Polska polityka jest zakłamana tak jak i historia zresztą, więc wątpię aby kiedyś nastąpiła porządna ocena tych ludzi i ich wpływu na Polskę. Przykro mi że tak jest.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s