Neosarmaci i emancypanci, czyli czy Polak jest postmodernistyczny?

https://i1.wp.com/www.obserwatorkonstytucyjny.pl/typo3temp/pics/Sarmatyzm_Portret-tr_270ac4ad2f.jpg

„Resztki nowoczesności” to książka wspaniała i niebywale na dziś potrzebna. Pełna jest szerokich i sugestywnych diagnoz, których tak obecnie potrzebujemy aby choć po trosze odnaleźć się w tak szybko zmieniającym się wokół nas świecie. I dodajmy, owa niesamowita zmiana dotyczy dla Czaplińskiego Polski i polskości, choć szeroka erudycja autora, oczytanie we współczesnej socjologii i filozofii, pozwala mu widzieć nasze podwórko na znacznie rozleglejszym, europejskim tle. Przede wszystkim jednak chodzi o polskie konkrety i przenikliwą diagnozę nie tylko stanu polskiej kultury, a w dużym stopniu kulturowego zaplecza polskiej polityki dokonywaną z dystansem przez znakomitego kulturoznawcę.

————————————————————————

Rec.: Przemysław Czapliński, Resztki nowoczesności. Dwa studia o literaturze i życiu, Kraków 2011.

————————————————————————-

Wcześniejsza książka poznańskiego intelektualisty zatytułowana „Polska do naprawy” posługiwała się przeciwstawieniem „nowoczesności” i „tradycjonalizmu”. Autor ciekawie konstatował, że o ile tradycjonaliści chcą polską tradycję zachować w stanie niemal nienaruszonym, to zwolennicy nowoczesności, obsesyjnie dążą do tego by ogromną cześć polskiej tradycji odrzucić jako obciążonej martyrologia i grzechem anachronizmu.

Obecna książka jest w jakiejś mierze kontynuacją, ukonkretnieniem i pogłębieniem owych wcześniejszych rozważań. Tym razem nie ma tak wyrazistej opozycji opisywanych stanowisk, choć wciąż – mowa jest dwóch   przeciwstawnych nurtach.  Z jednej strony mowa jest o „plebejskich sarmatach” z drugiej o „emancypantkach” czy „nowocześniakach” (skądinąd te nieco złośliwe etykiety są zarazem znakomite).

Wg. Czaplińskiego potrzeba prezentowania swojej zbiorowej biografii jest nieodzownym składnikiem każdej kultury. „Zbiorowe dążenie do opowieści – określa on – jako walkę o samoświadomość i uznanie” (s. 85) I ta opowieść stanowiąca o samoświadomości Polaków i polskości podlegała w latach 60-tych  poważnym przeobrażeniom. Społeczeństwo, jakie doznało w skutek wojny i powojennych ustrojowych bardzo głębokiej wewnętrznej przemiany, poszukiwało nowej tożsamości. Wedle Czaplińskiego tej nowej formuły dostarczyli PRL-owska polityka kulturalna.

Sądzę więc, że to właśnie PRL-owski „Potop” (chodzi oczywiście o film – KW)  pomógł zmienić robotników w sarmatów. [1]

Ponowiona interpretacja Polski szlacheckiej, dokonana środkami filmowymi, miast ożywiać tradycję i sprzyjać nowemu definiowaniu rzeczywistości, wpychała Polaków w zbiorowy sen. Sienkiewicz nolens volens stawał się sprzymierzeńcem zabiegów zmierzających do stworzenia socjalistycznego człowieka masowego.[2]

Wytworem tych zabiegów jest właśnie ów „plebejski Sarmata”, a więc nie ktoś, kto w autentyczny sposób przetrawił dawną tradycję, ale ktoś komu powierzchowna wersja tradycji została podpowiedziana. Czapliński dostrzega cały społeczny dramat, jaki jest tłem tych „kulturalnych” zabiegów komunistycznego państwa.

Według Łukasiewicza powojenna Polska zgotowała symboliczną pułapkę chamom; dzięki awansowi edukacyjnemu i ekonomicznemu dojrzeli do samodzielnego czytania Trylogii, lecz podczas lektury „czują się potomkami czerni.(81)

Przywołując w taki sposób Jacka Łukasiewicza poznański krytyk stawia sprawę dość jasno, choć nie nazywa jej w języku historyczno-socjologicznym. Polska pozbawiona dawnych elit, w której masy doznały społecznego awansu szuka swojej nowej tożsamości. I polski cham znajduje wyjście z zastawionej na niego symbolicznej pułapki, bowiem może się wreszcie poczuć szlachcicem. Dodajmy, że raczej podrzędnego sortu, to jednak nie zmienia istoty rzeczy, bowiem Rzędzian jest dumny ze swego szlachectwa i na wszelkie sposoby będzie się od czerni dystansował.

Nie przypadkowo  gorzką diagnozę Łukasiewicza, zestawia Czapliński z twórczością najbardziej chyba utalentowanego propagandzisty PRL jakim był Zbigniew Załuski.

Sarmackie symulakrum dawało iluzję wyjścia ze stanu miazgi. Pożegnanie  więc niegdyś elitarnej, hierarchicznej i pełnej wykluczeń. Jej ponadepokowa trwałość dawała złudne poczucie zakorzenienia – a  jej anachroniczność czyniła ją dostępną dla każdego. Tak w czasach PRL-u powstała pierwsza odmiana sarmatyzmu masowego.[3]

I dalej obrazowo pisze poznański krytyk:

Kiedy proletariaccy szlachcice pokonali komunistycznego smoka, ogół stał się pełnoprawnym właścicielem znaków kultury szlacheckiej. Była to już jednak zmieniona formacja polskości: jak wszystkie poprzednie, nie posiadała już swojego oryginału, lecz dysponowała zbiorowym doświadczeniem, które pozwalało powoływać się na oryginał. Tak oto PRL-owska cepeliada, zaakceptowana przez władze z myślą o tym, by spacyfikować społeczeństwo ideologią zgody, wymknęła się spod kontroli, osiągnęła samodzielność i pozwoliła społeczeństwu uwłaszczyć się w kulturze szlacheckiej.[4]

Historia „plebejskiego sarmatyzmu” na tym się jednak nie kończy. Społeczeństwo polskie przeżywa również po roku 1989 poważne problemy z własną tożsamością. Czapliński  odnotowuje jak formuła sarmatyzmu staje się użyteczna i poręczna dla tych, którzy chcą odzyskać deptaną lub kradzioną przez komunistów tradycję. Tym jednak razem ów zabieg dokonywany jest przez prawicę. Za egzemplifikację służy publicystyka „Frondy” z jej „chochołem sarmackiej glorii”. W opisie Czaplińskiego ten konserwatywno-prawicowy magazyn intelektualny (skłonny jednak dodam do gestów niemal postmodernistycznych) chce zachować polską tradycję w całości i euforycznie. Aby jednak unikać trudnego XIX wieku cofa się do czasów pierwszej Rzeczpospolitej unikając zarazem dyskusji o przyczyny jej upadku. Nic dziwnego, bowiem za istotę polskości, ową kwintesencję jej tradycji uznany zostaje tak pogardzany u innych sarmatyzm. Sporu o przyczyny upadku tego państwa nie dotyka się nawet, co można sobie dwojako tłumaczyć. Przyczyną może być bezkrytycyzm wobec tradycji albo też niedopowiedziane uznanie, że spór  te, wobec odzyskania niepodległości jest dziś nieaktualny.[…]

W oczach Czaplińskiego współczesny polski tradycjonalizm (przynajmniej w niektórych swoich wyrazach) paradoksalnie w głębszej warstwie staje się paradoksalnie kontynuatorem polityki kulturalnej PRL-u. „Plebej Sarmata” żyje dalej, choć zmienił swoją orientację polityczną. Taka interpretacja wskazuje z pewnością na pewne istotne aspekty polskiego życia kulturalnego, zadaję sobie jednak pytanie, czy może zyskać rangę uogólnienia.

Czyż nie jest bowiem również tak, że owe spychanie przez komunistów Polaków w sarmackość, choć miało miejsce, było jednak nie tylko mało skuteczną ale i mało udolną manipulacją, będąc wynikiem ustępstw na rzecz kultury, która nie poddała się mimo wszystko agresywnej i brutalnej indoktrynizacji pierwszego okresu – w stalinowskiej fazie. Owe popychanie przez komunistów ku sarmatyzmowi – chyba nie koniecznie w pełni świadome – było manipulacją ale i pułapką dla komunistycznych propagandzistów. Można by powiedzieć, że bojąc się III części Dziadów podpowiadano społeczeństwu Sienkiewicza z „Potopem”.

Zachodzi jednak pytanie, czy owi kształtowani na sarmackich plebejuszy oglądacze „Potopu” nie  czytali też od czasu do czasu, nawet jeśli z  rzadka Mickiewicza. Wtedy ruch „Solidarności” nie jest wymknięciem się ideologii sarmackiej spod kontroli i wcale nie sarmackość stanowi źródło tego ruchu.

Opis Czaplińskiego z pewnością wskazuje na wiele istotnych aspektów polskich przemian od lat 60-tych aż do dzisiaj. Można jednak zadać pytanie, czy owa chwytliwa kategoria „plebeja sarmaty” zdoła objaśnić nam aż tak wiele, jak zdaje się sugerowac autor.

Przyjrzymy się przez chwilę nie do końca ujawnionym założeniom całego, przecież tak błyskotliwego i nader konsekwentnie przeprowadzonego rozumowania.

Po pierwsze dyskusja o tradycji  dawnej Rzeczypospolitej sprowadzona jest do dyskusji o sarmatyzmie. Nie jest to w żadnym wypadku teza samego autora, jednak ogranicza się  on do krytyki, tych którzy tak właśnie polską tradycję postrzegają. Drugie nieujawnione choć istotniejsze założenie  mówi, że polska kultura jest sprowadzona wyłącznie do kultury szlacheckiej. Awans mas nie ma żadnej innej możliwości jak tylko z czerni awansować na herbowych.

W ten sposób autor zamyka taką drogę interpretacji ruchu „Solidarności”, w której jest on autentycznym awansem mas – i to awansem oryginalnym. Przecież ani Wałęsa nie udaje szlachcica, ani noszenie sygnetów nie stało się powszechnym zwyczajem po roku 89 mimo  licznych przecież postaci nuworyszy.

W wieku XIX szlacheckość – przeniesiona z obszaru urodzenia do zadań edukacyjno-misyjnych – wsparła przejście od społeczeństwa stanowego do społeczeństwa klasowego, legitymizując narodziny inteligencji. Wreszcie w drugie połowie XX wieku – z kluczową w moim ujęciu rolą okresu od ekranizacji Potopu do powstania Solidarności – sarmackość stała się ukrytym  spoiwem polskiej kultury masowej i czynnikiem wspomagającym polityczne upodmiotowienie. Późniejsze przemiany, rozgrywające się na przełomie XX i XXI, obejmują samo uwłaszczenie się ciał już nie masowych, lecz pojedynczych i zróżnicowanych, które fingują własne zakorzenienie. [5]

Nie do końca pojmuję, co oznacza ostatnie zdanie, choć czytam książki z których ono pochodzi. Jest ono jednak w wywodach Czaplińskiego istotne, bowiem dokonuje się w nim gigantycznych skok myślowy, zmuszający do zastanowienia. Autor odbiega moim zdaniem nazbyt od konkretu swoich rozważań o polskości, zbyt pośpiesznie moim zdaniem chcąc włożyć owe polskości nowoczesny kostium.

Sprawia wrażenie pewnych wątków swego rozumowania autor nie dokończył. Kultury szlacheckiej nie można przecież sprowadzić do samego tylko sarmatyzmu, a kultura szlachecka nie wyczerpuje kultury polskiej, choć była w niej dość dominująca. Niektóry zabiegi „Frondy” można oczywiście niemal ośmieszyć, nie wydaje się jednak, że reprezentuje ona dziś jakiś mainstream. Asocjacje między sarmatyzmem „Frondy” a wcześniejszym sarmatyzmem PRL-owskiego „Potopu” brzmią często na dość powierzchowne złośliwości. Dla mnie „Fronda” stanowić może samodzielny przykład jak duże trudności przeżywają programowi tradycjonaliści.

Trzeba jednak przyznać, że autor „Resztek nowoczesności” nie kieruje swoich złośliwości tylko w jedną stronę. Dokonawszy krytyki neosarmatyzmu drugą część swojej pracy poświęca „nowocześniakom”. Ich zasadniczy dylemat zarysowuje w sposób następujący:

Samozakorzeniać się w tradycji to także rzutować siebie w przyszłość. Kłopot z projektowaniem na progu nowego okresu – o czym mówi druga część książki – polegał na tym, że wkroczenie w etap demokracji liberalnej odebrało utopii mowę. W debatach europejskich i amerykańskich została ona delegitymizowana.[6]

I dalej:

Prometeusz nie może być patronatem dążeń wolnościowych, ponieważ jego dziedzictwo jest postrzegane jako prosta droga do totalitaryzmu; kiedy jednak emancypanci szukają patronatu Narcyz, ich działanie okazuje się dla pisarzy raczej lubieżne niż prodemokratyczne.[7]

Ta część rozważań, choć autor nie eksplikuje tego w taki sposób jak w przypadku „Frondy’ sposób mogłaby się znakomicie odnosić do innego intelektualnego magazynu, jakim jest „Krytyka polityczna”.

Celowa sarmacko-intelektualna przaśność „Frondy” zastępują tu efektownie modne ekwilibrystyki intelektualne. To już jednak moja uwaga, choć czytając krytykę nowocześniaków prowadzoną przez Czaplińskiego lektury „Krytyki politycznej” nieustannie przychodziły mi do głowy. Silna ambicja zdefiniowania a nawet narzucenia własnej wizji polskiej tożsamości jest w „Krytyce” taka sama jak we „Frondzie” (jak przystało na młode środowiska). I podobna jest bezsiła by ambicji tej sprostać. Zapowiadanie, że jest się na tropie utopii, po tym wszystkim czym był wiek XX graniczy niemal z cynizmem. Tą utopię, aby ją jeszcze podtrzymać, odrzeć przecież trzeba z wszelkiej nadziei, prócz stwierdzenia, że trzeba konsumować, zdrowo żyć i być emancypatorem do granic możliwości.

Trudności z utopią nie dotykają w równym stopniu wszystkich współczesnych nurtów intelektualnych i ideowych. Najpoważniej dotykają one intelektualnej lewicy, która przez dużą część XIX i XX w pewien sposób manipulowała ludzkimi marzeniami o lepszej przyszłości i która zawsze chciała być bardziej nowoczesna od innych. Nurt demokratycznego liberalizmu nie przeżywa takiego rozczarowania, ponieważ porządek społeczny – nawet ten najlepszy z wszystkich niedoskonałych porządków, jakim jest demokracja – jest ciągłym ryzykiem. Życie społeczne i polityczne nie ma swego finalnego celu. Kto jednak taki utopijny cel posiadał, wierzył w niego, ten może się czuć rozczarowany, gdy okazał się on nierealny, a nawet więcej – gdy skompromitował się.

Upadek komunizmu był dla dużej części lewicy takim właśnie momentem kompromitacji.

Można też postawić domysł, że tak powszechne teorie ponowoczesności są w dużej mierze dziełem rozczarowanych lewicowych intelektualistów. Gdy znikła ich utopia świat zamienił się dla nich w postmodernistyczny chaos. W żadnym wypadku nie chcę sugerować, że Czaplińskiego należy zaliczyć do jakiejś tam intelektualnej lewicy. Jego osąd komunizmu jest jednoznaczny..

To jednak, że Czapliński sięga tak szeroko do teoretyków ponowoczesności powoduje, że jego pasjonująca analiza staje od pewnego miejsca zbyt pospieszna. Moim zdaniem autor „Resztek nowoczesności” niepotrzebnie uznaje się za postmodernistę. Pozwala mu to przekroczyć podział tradycjonaliści – moderniści, zdystansować się zarówno od sarmatów jak nowocześniaków, jednak jego „trzecia droga” ku postmodernie, wydaje się znacznie mniej przekonywująca od jego krytyki i jest już też oderwana od konkretnego kontekstu rozważań o współczesnej polskiej tożsamości. Swój postmodernizm autor uzasadnia w następujący sposób:

W dzisiejszej kulturze każdy musi bowiem sam wkorzeniać się w tradycję i nikt nie może uczynić tego inaczej, niż lepiąc siebie z jej resztek.[8]

Moim zdaniem opisywana sytuacja w żaden sposób nie wyróżnia naszej epoki. W każdej epoce tradycję konstruuje się z tego co pozostało po poprzedniej i poprzednich. Renesans dla przykładu budował na spuściźnie średniowiecza, a wszyscy i nieustannie czerpali ze starożytności. Zawsze i wszędzie „wkorzeniano się w tradycję”, choć dzisiaj procesy te przebiegają szybciej  i jesteśmy ich bardziej świadomi.

Szczególnie ryzykowne  wydaje mi się rozważania Czaplińskiego o „postczłowieku”. Pojęcie „podczłowieka”, jaką pojawia się w ostatnim rozdziale książki. Jest wieloznaczne, że wymagałoby dość szerokich objaśnień, których jednak autor nie dostarcza mimo błyskotliwości pojęcia i wywodu. Podana definicja jest zdecydowanie niewystarczająca, choć efektowna:

Jest to istota nieautonomiczna, niejednorodna i próbująca wyplątać się z językowej struktury. (s.298)

Zamiast malować urabiać pojęcie postczłowieka (co brzmi jak zemsta na nietzscheańskim nadczłowieku), bardziej uzasadnione byłoby może mówienie o zbliżającej się europejskiej dekadencji. Jeśli ktoś jest „nieautonomiczny i niejednorodny” to przy pewnej interpretacji właśnie Europejczyk, który utracił wiarę w siłę swojej kultury. Wątpię by podobne wątpliwości przeżywał dzisiejszy Hindus, Chińczyk czy Brazylijczyk.

Największy jednak niedosyt pozostawia to, że skok Czaplińskiego w „postmodernizm” odrywa go od tematyki polskiej. Nie składa na koniec propozycji jak skorzystać dziedzictwa polskiej kultury unikając pułapek tradycjonalizmu i modernizmu. Jeśli jesteśmy nieautomicznymi postludźmi to korzystanie z odpadów tradycji czy na sposób „plebejskiego sarmaty” czy „aroganckiego nowocześniaka jest równoważne. Taka jednak wyraźnie nie ma być konkluzja „Resztek nowoczesności”.

Sam Czapliński nie sprawia z pewności wrażenia „postintelektualisty”, ale myśliciela z krwi i kości, w pełni autonomicznego i nie tylko nie usiłującego wyplątać się z języka ale wprost przeciwnie budującego świat pojęć, dzięki którym możemy w bardziej pogłębiony i subtelny sposób rozmawiać w tym, co się wokół nas przede wszystkim w Polsce ale nie tylko dzieje. Jestem przekonany, że gdyby ten nadzwyczaj ciekawy autor trzymał się do końca spraw polskich, zamiast dokonywać skoku w ponowoczesność, byłby bardziej uniwersalny i wcale nie paradoksalnie mógłby więcej powiedzieć o kondycji nie tylko polskiej ale i europejskiej kultury. Traktuję zresztą „Resztki nowoczesności” jako zapowiedz dalszych rozważań jednego z najbardziej inspirujących autorów ostatniej doby.

[1] Bunt sarmackich ma w: Przemysław Czapliński, Resztki nowoczesności. Dwa studia o literaturze i życiu, Kraków 2011. S.98.

[2] Bunt sarmackich ma w: Przemysław Czapliński, Resztki nowoczesności. Dwa studia o literaturze i życiu, Kraków 2011. S.94

[3] S.90

[4] Bunt sarmackich ma w: Przemysław Czapliński, Resztki nowoczesności. Dwa studia o literaturze i życiu, Kraków 2011. S.98.

[5] Przemysław Czapliński, Resztki nowoczesności. Dwa studia o literaturze i życiu, Kraków 2011, s.297.

[6] Przemysław Czapliński, Resztki nowoczesności. Dwa studia o literaturze i życiu, Kraków 2011, s.297.

[7] Przemysław Czapliński, Resztki nowoczesności. Dwa studia o literaturze i życiu, Kraków 2011,s 222.

[8] Przemysław Czapliński, Resztki nowoczesności. Dwa studia o literaturze i życiu, Kraków 2011. S.146.

34 thoughts on “Neosarmaci i emancypanci, czyli czy Polak jest postmodernistyczny?

  1. Czy można w Polsce być postmodernistą?

    W Polsce panuje względna wolność słowa i pełna wolność myśli. Z punktu widzenia państwa i obywatela , te wartości są zagwarantowane umową społeczną zwaną konstytucją. Według majestatu prawa panuje wolność wyzwania. Jednak znaczna większość społeczeństwa to chrześcijanie .
    Kościół katolicki jest zarazem najbardziej konserwatywną instytucją w Polsce , która funkcjonuje na naszym terytorium przeszło tysiąc lat i siłą rzeczy ma wpływ na mentalność i świadomość narodu. Mające odzwierciedlenie nawet w związku małżeńskim ,iż jest to związek kobiety i mężczyzny. Po upadku żelaznej kurtyny ,nastąpiła apogeum w kierunku dążenia ku zachodowi , nowoczesności ,liberalizmu . Jednak nie powstał taki wyraźny podział w narodzie jaki niektórzy chcą przedstawić np. jako wojna Polsko –Polska. Liberałowie są podzieleni na tradycjonalistów i modernistów, którzy nie odrzucają kościoła , a kościół nie odrzuca idei wolności. Dlatego w Polsce jak najbardziej można być postmodernistą , ale trzeba się liczyć z narzuconą reakcją na idee ,oraz społecznym naciskiem ze strony dwóch dominujących ideologii. Jednak indywidualistom to nie będzie przeszkadzać w ocenie własnej wiary. Niezbyt dużej grupie polaków by postmoderniści , przeszkadzali gdyż Polakom po latach komunizmu idea dekonstruktywości się nie przyjęła gdyż dość mają chaosu i niewiele osób by było postmodernistami. Gdyż w Polsce” co za dużo to nie zdrowo”, i jeśli jednostek innych jest za dużo to się je po prostu piętnuje np. żydów w czasie II RP , czy obecnie można zaobserwować w stosunku do ludzi z dalekiego wschodu .

  2. Na początek warto przytoczyć główne cechy postmodernizmu jakimi są; chaos, upadek autorytetów, wolność od narzuconych prawd i norm, lekceważenie historii. Przywołujac fragment wypowiedzi MKrogulecka „Polacy (przynajmniej znakomita większość) nie są postmodernistyczni. Nie stać nas jeszcze na totalną wolność tworzenia i życia, w tym również wolność rozumianą jako wyzbycie się historii, tradycji, wartości, gdyż to one właśnie na dzień dzisiejszy konstytuują nas jako naród polski.” Po części zgadzam się z tym stwierdzeniem, jednak sądzę iż większość Polaków stara się uzyskać totalną wolność zycia, a także pomniejszenia roli tradycji w swoim zyciu. W życiu codziennym historia stawiana jest na podrzędnym miejscu. Jedynie w święta czy wydarzenia narodowe odzywa się duch patriotyczny. W pełni zgadzam się z wypowiedzią Małgorzaty ze: „zarówno młodzież jak i starsze pokolenie, uważa siebie za naród patriotyczny, który w pewnych sytuacjach, m.in. w walce o dobro dla kraju i narodu, łączy się, aby wspólnie podołać przeszkodom. Pamięta o tradycji, kulturze polskiej i burzliwej historii. Z drugiej jednak strony przyjmuje nadsyłane wzorce z Europy Zachodniej nie zastanawiając się nad ich konsekwencjami. Rzeczy, które go otaczają, często przyjmuje jako element rzeczywistości, nie zastanawiając się nad ich istotą.” Myślę że ten fragment w pełni oddaje sytuacje Polaków, którzy przejawiają pewne cechy postmodernizmu. Podsumowując myślę że coraz więcej Polaków staje się postmodernistami. Młodzi ludzie szukając swojej tożsamości, mając na uwadze tradycję i historię, są podatni na obce wzorce i zachowania.

  3. Mam przed sobą książkę Zygmunta Baumana „Ponowoczesność jako źródło cierpień”. Już na początku się przyznam, że jeszcze jej nie przeczytałam. Bauman nie jest łatwy do czytania. W zeszłym roku miałam też okazję słuchać go na żywo podczas Europejskiego Kongresu Kultury we Wrocławiu, gdzie profesor wygłosił wykład inauguracyjny. Profesor mówi trudnym językiem, jednak wyczuwa się przy tym jakiś taki patos. Chyba wtedy trochę przysnęłam. ;(
    przytłoczył mnie! postmodernizm potrafi przytłoczyć…
    Tak naprawdę w pytaniu „Neosarmaci i emancypanci, czyli czy Polak jest postmodernistyczny?” widzę co najmniej kilka pytań. Po pierwsze, kim jest neosarmata? Po drugie, czym jest emancypacja? Wreszcie, co znaczy człowiek postmodernistyczny. Na samo pytanie ostatnie można napisać długą rozprawę. Strona http://prawica.net/node/18150 odpowiedziała mi co nieco na pytanie pierwsze. Słownik wyrazów obcych wyjaśnia, że „emacypacja (łac. emancipatio), to proces uwalniania się jednostek lub grup społecznych od zależności, np. ekonomicznej, politycznej lub prawnej, i zdobywania nowej, lepszej pozycji w strukturze społecznej”. Po takim zarysowaniu sprawy śmiało odpowiadam tak, Polak jest postmodernistą. Przemyśliwałam (przepraszam, ale właśnie tę niepoprawną formę użyję) tę dyskusyjną kwestię od 16 października i doszłam do powyższego wniosku.
    Pracuję w amerykańskiej sieciówce. Na co dzień mam okazję nieraz obserwować ludzi. Jest mi przykro to stwierdzić, jednak zauważyłam pustkę zwykłego szarego człowieka. Nie wiem sama jak to powiedzieć. To jak oni mówią, jak się zachowują. Jakieś takie „ą” i „ę”, które zupełnie nie pasują do tej twarzy, którą noszą. Jakiś taki zupełny brak głębi. Nie wiem, jakby dla niektórych najważniejsze było to, że ja dostrzegam to kultywowanie ich powierzchowności. Polacy stają się dla mnie powoli tacy sami, wszyscy jak jeden, okropnie to mdłe.
    Postmodernistyczny Polak jest okropnie nostalgiczny, tylko problem w tym, że nie wie za czym tak tęskni. Urodził się przecież, kiedy już nie było wojny, może nawet nie wie, czym był stan wojenny. Postmodernistyczny Polak mówi, w „Muzeum Powstania Warszawskiego” jest fajnie, ekstra, super, takie jest…z multimedialnymi bajerami. Postmodernistyczny Polak chodzi do kościoła w kratkę, przebiera się na Hallween i dzieli się opłatkiem w Wigilię Bożego Narodzenia. Postmodernistyczny Polak, jeszcze trochę nogę trzymający w tradycji, chętnie sięga po zachodnie wzorce i niedzielę spędza z całą rodziną, nie jak niegdyś na obiadku u mamusi, ale w galerii na zakupach i wykwintnym obiadku w restauracji (albo mnie wykwintnym w Maku).

  4. Zapoznawszy się ze wszystkimi postami powyżej odnoszę wrażenie, może błędne, ze moi poprzednicy kojarzą głównie postmodernizm jako nowoczesność. Po zgłębieniu założeń postmodernizmu należy podkreślić jego najważniejsze założenia jak odrzucenie czy nawet negacja uniwersalnych prawd, upadek autorytetów i fundamentalnych schematów w myśleniu i działaniu ludzkim, ambiwalencję, heterogeniczność, jednym słowem chaos. Nie jest to równoznaczne z pojęciem nowoczesności. Czy nasza nowoczesność posiada te wszystkie cechy? I tak i nie. Co można podać jako przykład uniwersalnych prawd? Chociażby dekalog. I nie mam tu na myśli prawd religijnych, ale przecież to są ogólne, moralne prawdy. Niewątpliwie wielu ludzi je łamie, bo na przykład kradnie czy zabija. I tutaj stawiam pierwsze pytanie czy Polak jako postmodernista neguje te uniwersalne prawdy w kontekście moralnym i ideowym? Skoro ponad 90% Polaków deklaruje się katolikami, przypuszczam, że nie. Jednak nie chcę sprowadzać uniwersalnych prawd wyłącznie do religii, jako pewna idea są one wyznawane przez wielu ludzi niezależnie od wyznania. Osoba, która neguje te prawdy postępuje niemoralnie. Co chcę przez to powiedzieć? Dla jednych jest to kwestia moralnego postepowania, a dla drugich pewna idea. Negowanie tej idei nie jest jednoznaczne z pozbyciem się moralności, ale jednak zbieżne. Postmodernista nie uznaje ich pod żadnym względem. Jest wielu Polaków, którzy moralnie łamią pewne powszechne zasady, ale dopiero świadome odrzucenie jej idei czyni z nas postmodernistów i pod tym względem Polak nim nie jest. Drugie pytanie- czy Polak neguje autorytety? Też nie, ale pojęcie autorytetu się zdewaluowało i ja bym odniosła do trochę innej kwestii. Mianowicie chodzi mi o to, że każdy Polak na pewno jest dumny ze swoich wielkich rodaków jak Andrzeja Wajdy, Romana Polańskiego, Agnieszki Radwańskiej i innych osób z różnych dziedzin życia. Ja jestem, ale autorytetu brak, chociażby odwołując się znów do religii, przytoczę postać naszego papieża Jana Pawła II. Naprawdę wątpię, aby ktoś negował ten autorytet, choć pewnie znajdą się i tacy. Te dwa pierwsze pytania i odpowiedzi na nie pozwalają mi stwierdzić, że Polak nie jest postmodernista. Jednakże odniosę się jeszcze do heterogeniczności jako przeciwności modernizmu, który wyrażał między innymi optymizm z jedności. Można przytoczyć tutaj przykład Unii Europejskiej. Poparcie dla niej wśród Polaków jest różne i ciężko określić, która grupa euroentuzjastów czy eurosceptyków przeważa. W tej kwestii Polak jest trochę postmodernistą, co uważam za pozytywne, ponieważ nie chce podporządkowywać się monolitowi, jakim Unia Europejska w założeniu ma być. Postmodernista nie chce mieć ulokowanego swojego środka ciężkości w jednym punkcie, dlatego jego ambiwalencja jest pożądana. Powiedziałabym tak, że Polak przejawia pewne cechy postmodernizmu, które można odnieść do pozytywnych kwestii jak np. wspomniana powyżej heterogeniczność. Świat się zmienia i Polak sto lat temu wyrażał inne poglądy, żył bowiem w innej rzeczywistości, dlatego nie można wrzucać Polaka z każdej epoki do jednego worka. Wszakże przytoczone wcześniej uniwersalne prawdy zostają niezmienione. Za dwadzieścia lat nasze dzieci będą żyły w zupełnie innym świecie, w kolejnej nowoczesności z tymi samym prawdami. Reasumując, nowoczesność nie jest kompatybilna z postmodernizmem, ale może być, ponieważ każda nowoczesność jest inna. Moja nowoczesność i sposób w jaki ją postrzegam na pewno nie jest.

  5. Moim zdaniem, dzisiejszy Polak jest postmodernistą. Każda nowa epoka jest uwarunkowana przez poprzednie i ma na celu je przemyślenie. Im więcej było błędnych przekonań, tym bardziej radykalną będzie zmiana poglądów. Jednak nie tylko poglądy, ale również rozumienie poprzednich epok i ich pojęć już nie będzie dawnym.
    Dzisiejszy Polak zmienia się razem z otaczającym go światem. Nie może się odgrodzić od wpływu zewnętrznego, choć i stara się nie zapomnieć o swoich tradycjach. Nowoczesna rzeczywistość jest w stanie przymusić człowieka żyć zgodnie z jej zasadami. Trzeba umieć przystosować się, nie zgubiwszy świadomości. Polacy będą musieli nauczyć się balansować, żeby przestrzegać tradycji i nie pozostać w tyle za światem.
    Czasy Rzeczy Pospolitej już dawno przeszły. Jak by Polacy nie chcieli, niegdysiejszej wielkości nie wrócić przez wspomnienia o niej. Można tylko ponownie ją zasłużyć. Myślę, że teraz istnieje dobra możliwość, żeby pokazać, czy mogą osiągnąć czegoś nowego, a nie zatrzymywać się w miejscu.

  6. Wątpię, czy to jest poprawne pytanie Polaka postmodernisty. Czyż nie ma podobnych cech, problem w życiu również osoba z innego kraju (zgadzam się, że być może nie z Chin, ale z Europy, czyli postkomunistycznej Europy, dlaczego nie?). Ewentualne prawidłowej wygląda kwestia, kto właśnie jest postmodernistą i jaką przyszłość on ma? Prawdopodobnie dla tego światopoglądu charakternym może być np. negacja rzeczywistości światu, pewne zgubienie w życiu, poszukiwania nowych wartości, tożsamości, miejsca w wszechświecie itd. (moje koledzy już dość dokładnie pisali na ten temat) i dalszy rozwój będzie zależał od dokonanych wyborów.
    Postmodernistyczne postrzeżenie życia według mnie naipierw jest powiązane z przemyśleniem modernizmu i przeszlości, oraz nie zawsze z czymś nowym. Z takiego punktu widzenia (biorąc pod uwagę wszystkie zaznaczone czynniki) uważam, że bez wątpienia Europejczyki (odpowiednio Polacy) mniej-więcej mają te postmodernistyczne poglądy. To znaczy, że możemy dyskutować tyłko o stopniu takiej charakterystyki, ponieważ tradycji, historia, kultura np. zostają ważną częścią tożsamości.
    Oczywiście, że w każdym razie mówimy o jakiejś większości (ludzi, idei, poglądów), dlatego, że w życiu nie może być takiej powszechniej unifikacji, żeby zawsze móc odnieść “wszystkich” do jednego rodzaju.

  7. Jeżeli spojrzeć na Polaków z szerszej perspektywy jako Europejczyków, spadkobierców cywilizacji łacińskiej uważam, że można powiedzieć, że jesteśmy postmodernistami. Cywilizacja europejska wyczerpała się, dała z siebie wszystko co mogła dać i inni czerpali z niej garściami, jednak dziś inne cywilizacje wdzierają się na arenę dziejów, nabierają znaczenia, są ekspansywne. Muszę się zgodzić ze zdaniem, że Europejczycy utracili wiarę w siłę własnej kultury. Kryzys świadomości i wiary, trudna europejska historia, kryzys finansowy zmuszający młodych ludzi do migracji zarobkowych, wymiana kulturowa, wszystko to odcina i spłyca stosunek zwłaszcza młodych ludzi do tradycji i dziedzictwa kulturowego. Europejczyk, a więc i Polak staje się obywatelem świata, kosmopolitą, który w każdym zakątku świata czuje się tak samo dobrze. Nie jest przywiązany do miejsca, nie ma rzeczy za które mógłby walczyć. Hasła takie jak „Bóg, Honor, Ojczyzna” wyczerpały się. Nikt dziś nie będzie ginął za ideały. Kościoły pustoszeją, liczy się własny rozwój i wygoda. Konsumpcjonizm rozrośnięty do granic przyzwoitości. A przy tym często brak konkretnych poglądów. Dobro, zło, piękno i brzydota, prawda i kłamstwo znaczą tyle samo i ciężko je odróżnić, nie mają znaczenia, większego sensu.

    1. Według mnie Polacy w dużej mierze są związani z tradycją. Jednak zazwyczaj to co powinno być dla nich ważne i stanowić priorytet przegrywa z chęcią wygodnego życia, wybierania tego, co w danej chwili jest prostsze nie wymaga poświęcenia. Łatwiej jest np. przemilczeć trudną historię i omijać to co w niej bolesne niż rozdrapać rany żeby zagoiły się należycie. W tym kierunku prowadzi m.in. próba ustalenia wspólnej historii Europy (a w niej historii Polski).
      Polacy są w ok 90% chrześcijanami a jednak niewielu żyje w zgodzie z nauką Kościoła a w związku z tym z tradycją ojców. Odrzucają zasady, zakazy, nakazy; wszystko to, co stanowi niewygodna przeszkodę, a wybierają jedynie to, co akurat pasuje. Dzisiejszy Polak nie stawia też na pierwszym miejscu dobra narodu, jak to miało miejsce w trudnych czasach zaborów, wojen czy PRL-u, kiedy to czuło się zjednoczenie dla osiągnięcia wspólnego celu. Teraz każdy jest indywidualistą i dąży do sławy, bogactwa i tym podobnych rzeczy. Wielu można by przypiąć plakietkę w stylu „może być po trupach, byleby do celu”. Liczę się tylko ja i moje korzyści.
      Powszechna jest też kultura masowa. Coraz mniej jest ludzi wymagających kultury elitarnej, wyjątkowej, ludzi poszukujących własnej, nowej realizacji. Przejmujemy wiele obcych wzorców, a nawet polskość się w tym natłoku chowa.
      Coraz więcej mówi się o ograniczeniu nauki historii w szkołach, o potrzebie stawania się bardziej Europejczykiem niż Polakiem co wyraźnie wskazuje na próbę odcinania się od narodowych korzeni.
      W świetle tych rozważań stwierdzam,że Polacy są modernistami i chociaż mają w głowach zakodowaną tradycję, to często jest to dla nich dodatek, ozdoba a nie źródło z którego czerpią w codziennym życiu.

    2. Czy Polak jest postmodernistą? Długo rozważając odpowiedź na to pytanie nie mogłam dojść do innego wniosku, niż do takiego, że Polak postmodernistą nie jest. Bo czy naprawdę odwraca się on od swojej historii i tradycji na rzecz coraz popularniejszego kosmopolityzmu (jak zostało to już stwierdzone w czasie tej debaty)? Czy „postmodernista” naprawdę brzmi tak dumnie? Uważam, że pomimo iż wielu chciałoby stać się postmodernistami, to nie zdają oni sobie sprawy, że nie jest to takie proste. Trudno jest całkowicie odżegnać się od przeszłości, a sądzę, że właśnie z tym związana byłaby postawa postmodernistyczna. Można to przedstawić bardziej obrazowo za pomocą występującego w socjologii koła hermeneutycznego, które zakłada, że osadzeni w jakiejś kulturze dążymy do poznania w oparciu o nasze dotychczasowe (pochodzące z poprzednich okresów/epok) doświadczenia i wiedzę. Zgodnie z takim zaprezentowaniem sprawy trudno byłoby Polakom, często i raczej chętnie odwołującym się do tradycji, przejść do nowego etapu, czyli ponowoczesności. Także w kontekście integracji europejskiej możemy zauważyć wyraźne tendencje do podkreślania odrębności poszczególnych kultur. Jest to tym istotniejsze, iż polska kultura (co prawda przepełniona martyrologią i mickiewiczowskimi Konradami) ma naprawdę wiele do zaoferowania i wyróżnia się na tle europejskim. Nie bądźmy postmodernistami na siłę, a po prostu cieszmy się „późną nowoczesnością”, na nią bowiem w większym stopniu jesteśmy gotowi.

  8. Moim zdaniem nasze społeczeństwo jest mocno podzielone i ciągle jeszcze bardzo wielu Polaków jest typowymi „sarmatami”. Przywiązani do obrazu polskiej potęgi, wyższości nad innymi, tradycyjnego (choć często tylko na pokaz) spojrzenia na wiele spraw, nie uznają możliwości zmiany hierarchii wyznawanych przez nich wartości. Przekonani o swojej szerokiej wiedzy na różne tematy nie mają potrzeby dalszego rozwoju, często powtarzają obiegowe opinie bez głębszego zastanowienia się nad ich istotą. Jednocześnie jednak pojawia się coraz szersza grupa Polaków, głównie młodych, którzy wydają się być zupełnie zagubieni w obecnej rzeczywistości. Z jednej strony ważna jest dla nich tylko własna wygoda i partykularne korzyści, nieangażowanie się w żadne spory światopoglądowe, bycie „ponad to” i pozorny brak chęci utożsamiania się z czymkolwiek, ale z drugiej jednak nie udaje im się uniknąć podświadomej potrzeby określania się w pewien sposób. Tu pojawia się pełen eklektyzm; z braku pewności co do tego, jakie wartości wyznawać Polacy czerpią z najrozmaitszych źródeł, kontekstów, dyskusji, wzorców (często zagranicznych)… Z tego wszystkiego starają się ulepić siebie od początku. Wydaje mi się, że ta właśnie, postmodernistyczna grupa, przeważa.

  9. Trudne pytanie z racji tego, że kwestia jest dynamiczna. Niezaprzeczalnie, świat się liberalizuje, niejednorodne jest tylko tempo. To oznacza, że zawsze będzie jakiś podział. Odpowiedź na pytanie debaty musi być uogólnieniem tzn. nie będzie precyzyjna. Mimo wszystko sądzę, że Polakom do postmodernistów jest jeszcze daleko. Jednocześnie nie twierdzę, że to dobrze, czy źle.
    Prawda, w ciągu ostatnich 20 lat sporo się zmieniło. Zyskaliśmy dostęp do gigantycznego bufetu kultury, ale czy chcemy ze wszystkiego korzystać, niszcząc nasze narodowe schematy? NIE.
    Po pierwsze, kwestie światopoglądowe zmieniają się bardzo powoli. Kościół jest silnym hamulcowym (to fakt, nie opinia). Korzysta z zasług z PRL- u. Dalej, w szkołach królują te same lektury. Romantyzm w pierwszym szeregu, ale Potop nie ustępuje pola. Nieliczni, którzy mogli uczyć się etyki i/lub filozofii w liceach kończą najpóźniej na egzystencjalizmie. Nie wszyscy przejmą tym na studiach.
    Jednocześnie myślę, że taki jest kierunek zmian świata. Liberalizacja jest historyczną koniecznością. Problem, że gwałtownie tego robić nie można. Jako polskiego przedstawiciel delegujemy prof. Baumana. Ostatnio magazyn „Mówią Wieki” zapytał uczniów liceów o najważniejszą książkę w historii Polski. „Potop” zniszczył konkurencję. Kto twierdzi, że „Kmicic ist tot” myli się.

  10. Postmodernizm poddał w wątpliwość idee nowoczesność, definitywnie odrzucił modernistyczną wizję „obiektywnego” porządku rzeczywistości. Dla postmodernistów świat jest nie jest jednorodny a różnorodny. Skoro postmodernizm to wolny rynek, pluralizm idei, myśli i teorii, współwystępowanie odmiennych kultur, swoboda przemieszczania się, i wszechobecny chaos to TAK POLAK JEST POSTMODERNISTĄ. Postmodernizm to niesłychane tępo zmian, które zdążyło nas Polaków już przytłoczyć, jeszcze nie zdążyliśmy nacieszyć się swoją Polskością a już staliśmy się obywatelami świata, szybko staliśmy się elastyczni i umiejętnie lawirujemy pomiędzy różnymi rolami społecznymi i środowiskami, i tak pracownik sezonowy w Niemczech staje się raz do roku „burżujem” na podradomskiej wsi . Istotą postmodernizmu jest również ciągłe uwzględnianie perspektywy globalnej, i tak w życiu codziennym zdarza się Polakom myśleć w perspektywie globalnej szczególnie o ubóstwie i wykluczeniu. Mamy nawet w Polsce kilka przykładów architektury postmodernistycznej, są to głownie domy towarowe i kościoły, więc przy okazji realizacji potrzeb wysokiego rzędu, utwierdzamy się w przekonaniu jak dalece jesteśmy ponowocześni!

  11. Stwierdzenie czy Polacy są postmodernistami jest trudne z wielu względów. Po pierwsze, samo pojęcie nie jest jednoznaczne i ma kilka definicji. Po drugie, tak sformułowane pytanie korci o ogólnikowe podejście do tego zagadnienia, a ja daleka jestem od formułowania takich określających całą społeczność założeń, bo truizmem jest przecież stwierdzenie, że każdy z nas jest inny.
    Chcąc jednak zastanowić się, czy Polacy są lub mogą być postmodernistyczni, warto przywołać przykłady najbardziej charakteryzujące postmodernistę. Przyjmuje się, że postmoderniści:
    – drwią z historii, przedstawiając ją w formie żartu;
    – odrzucają reguły, definicje, pojęcia na rzecz wolności tworzenia;
    – tworzą sztukę, za którą nie stoją żadne wartości;
    – nie wierzą w możliwości ludzkiego rozumu;
    – oponują wobec konsumpcyjnego życia;
    – protestują przeciw unifikacji i systematycznemu zacieraniu się indywidualnych cech poszczególnych jednostek na rzecz masy.
    Biorąc powyższe aspekty pod uwagę, uważam, że Polacy (przynajmniej znakomita większość) nie są postmodernistyczni. Nie stać nas jeszcze na totalną wolność tworzenia i życia, w tym również wolność rozumianą jako wyzbycie się historii, tradycji, wartości, gdyż to one właśnie na dzień dzisiejszy konstytuują nas jako naród polski.

  12. Czy Polacy są postmodernistami?
    Analizując definicję słowa postmodernizm , podobnie jak Kolega miałam trudność z udzieleniem jednoznacznej odpowiedzi na tak postawione pytanie. Obserwując polską rzeczywistość mam wrażenie, że ”siedzimy jednocześnie na dwóch stołkach” kurczowo trzymając się obu. Z jednej strony wspominamy historię, tęsknimy za szeroko rozumianą tradycją, uważamy za ważną religię a z drugiej odrzucamy to wszystko uznając niektóre aspekty owej tradycji, historii czy religii za przeżytek. Dodajemy do nich nowe elementy zaczerpnięte z zewnątrz (żeby nie użyć wyświechtanego „z zachodu”), przekształcamy je tak żeby nam było wygodnie. Niektórzy postmodernizm porównują do hipermarketu, w którym trwa handel ideami, w którym jako konsumenci możemy w zależności od potrzeby dowolnie wybierać potrzebne nam elementy.
    Przykładem może być np. polskie podejście do religii. Duża część Polaków deklaruję się jako katolicy, podkreślają wagę religii w ich życiu, obchodzą kościelne święta, regularnie biorą udział w mszy świętej a jednocześnie przejawiają dosyć swobodne podejście do spraw, w kwestii których kościół wypowiada się jednoznacznie. Seks przedmałżeński, konkubinaty czy stosowanie antykoncepcji uznają za sprawę prywatną i niechętnie godzą się na to by kościół ingerował w ich życie pod tym względem.

    Również zastanawiam się jakie ”pewne grupy ” miał na myśli Autor posta ponieważ wierzę, że My jako najmłodsze pokolenie mamy wystarczająco wiele rozumu, żeby samemu podejmować decyzję i formuować swoje poglądy na otaczający nas świat. Mamy wystarczającą wiedzę i umiejętności by selekcjonować informację, które do nas trafiają. Z tego powodu kiedy czytam o ”wtłaczaniu w pewne formy ” coś we mnie się buntuje.

    Autor posta piszę też o niechęci do czytania klasyków polskiej literatury twierdząc że „członkowie tej społeczności (…) szukają nowych wzorców kulturalnych na zachodzie. Ja powyższe zjawisko łącze raczej z ułomnością polskiej szkoły, która bardzo rzadko jest w stanie zachęcić młodzież do czytania czegokolwiek. Młody człowiek zmuszany jest do czytania utworów, które wg niego nie dość, że są nudne to w żaden sposób nie odnoszą się do świata współczesnego oraz jego własnych przeżyć . Niestety również nauczyciele raczej odpytują z lektur zamiast pokazać, że młodzież w rozterkach ich bohaterów znalezć może cząstkę siebie.

  13. Uważam, że aby móc odpowiedzieć na pytanie jak dalece współczesny Polak jest postmodernistą, należy najpierw odpowiedzieć na pytanie, kim w ogóle jest dzisiejszy Polak i skąd pochodzi. I aby odpowiedzieć sobie na to pytanie należy cofnąć się do 1944 roku kiedy to Armia Czerwona wraz z Armią Ludową dumnie wędrowały przez polski kraj, przy okazji mordując porządnych facetów z AK, którym obce były sowiecki „ideały”. Wtedy to należy doszukiwać się korzeni późniejszego Polaka. Człowieka, w większości prostego, zmęczonego wojną, która zaorała Polskę jak długa i szeroka, człowieka, który chcąc nie chcąc, musiał jakoś ułożyć sobie życie na nowo w nowej rzeczywistości. Nowy Polak jest to osoba z zaburzonym poczuciem własnej godności, granatem odciągnięta od trzech filarów cywilizacji zachodniej tzn. filozofii greckiej, prawa rzymskiego i chrześcijaństwa poprzez „jedynie słuszną władzę” i jej ideologię. Człowiek taki nie był w stanie obronić się przed sowiecką manipulacją więc na ogół się jej poddawał. Podczas gdy Nowy Polak wił się, walczył o przeżycie, stał w kolejce po musztardę i papier toaletowy, świat pędził do przodu. Na zachodzie, czyli tam gdzie jeżdżą ładne samochody i ludzie się uśmiechają, bo jest fajnie i przyjemnie, panowała koniunktura, wszystko się ładnie rozwijało więc był i czas i ochota na zabawę w postmodernizm. Wszystko staje się względne, dekonstruujmy i konstruujmy wszystko na nowo- krzyczał zachód, podczas gdy Nowy Polak wołał chleba i pracy. Ta różnica widoczna jest do dziś, choć coraz szybciej się zaciera. Dochodząc do sedna sprawy, współcześni Polacy w większości nie mają szansy na bycie prawdziwymi postmodernistami, ponieważ aby móc bawić w dekonstruowanie i konstruowanie świata, systemów wartości, a także w rozkładanie filozofii na czynniki pierwsze trzeba najpierw tę filozofię znać i choć trochę ją rozumieć. Wtedy można powiedzieć „uważam tak, albo inaczej, z tego czy innego powodu, z tym mogę się zgodzić, a z tym nie”. Niestety współcześni Polacy nie są w stanie na serio odpowiedzieć sobie na te pytania, ponieważ sami nie opowiedzieli się jeszcze kim chcą być i dokąd zmierzać. Piszę te słowa z nieukrywanym żalem, ponieważ chciałbym, żeby to Polacy byli pionierami, żeby to oni przecierali szlaki umysłom innych narodów, ale z drugiej strony wiem, że gdy przyszedł czas próby to Polacy zdali egzamin i mam nadzieję, popartą coraz większym doświadczeniem, że to co dzieje się w tym kraju zaczyna iść w dobrą stronę. To znaczy, że ludzi zaczynają mieć własne zdanie, które potrafią obronić i wtedy za jakiś czas będzie można powiedzieć, że stali się postmodernistami.

  14. Młode pokolenie Polaków wydaje mi się, że jak najbardziej czerpie z postmodernizmu, ale należy również zadać pytanie z czego obecna młodzież nie czerpie poglądów, czy sposobu na życie. Ja również mogę zaliczyć się do polskiej młodzieży. Czerpie z tego co wydaje mi się korzystne. Wszyscy bierzemy garściami z tego co daje nam wiele pozytywów. Jednak w przypadku postmodernizmu jest trochę inaczej przynajmniej w moim przekonaniu. Najbardziej znany polski postmodernista, polski socjolog, filozof- Zygmunt Bauman ma pewną teorię na temat Holocaustu i systemów totalitarnych, z którymi ja nie mogę się zgodzić, mimo iż jest we mnie sporo z postmodernizmu. Filozofia postmodernistyczna różni się od pojęcia postmodernizm. Filozofię postmodernistyczną reprezentuje Bauman, z którym ja się w pewnych kwestiach nie zgadzam, natomiast postmodernizm jest wynikiem nowoczesności, czyli jak dla mnie możemy tu zaliczyć wszystkie nowinki technologiczne, postęp w medycynie, a również większą świadomość ludzką. Ludzie pomimo, iż korzystają z wszystkich nowości jakie niesie za sobą technika, wracają do tradycji. Jednak pytanie brzmi: czy Polacy są postmodernistami? Czyli musimy to uogólnić. Tak moim zdaniem Polacy są postmodernistami. Podają się technice, ale kto by tego nie zrobił. Nawet mój 96-letni dziadzia był postmodernistą, lecz należy tutaj zauważyć, że nie zatracił ani odrobiny tradycji, którą miał w sobie. I tak właśnie powinno być z każdym z nas. Powinniśmy brać od życia wszystko to co nam je „ułatwi”, lecz nie zapominając przy tym o tradycjach, które kiedyś wpajała nam babcia, czy rodzice. Człowiek, który potrafi odnaleźć się w XXI wieku, a przy tym podtrzymuje kulturę i tradycję swojego kraju jest jego prawdziwym obywatelem, ale również człowiekiem, którego szanują inni.

  15. Przyznam, że kurczowe trzymanie się tradycji jest, w moim odczuciu, związane przede wszystkim z lękiem przed nowością i chwiejną tożsamością, niezdolnością do samodzielnego rozwoju – wtedy to, co sprawdzone od lat, wydaje się najbezpieczniejszą opcją. y. Z drugiej strony uważam, że nie można być „nowocześniakiem”, bo po prostu wyrwać siebie z korzeniami z dawnej kultury się nie da. Chociażby dlatego, że nowa nadal w niej tkwi. Co do „upotopowienia” polskiej kultury – faktycznie, ten nurt stanowi rdzeń polskiej edukacji , jednak nie definiuje on całości naszej kultury, o czym zresztą była mowa w recenzji. Ot na przykład skupienie się na mickiewiczowskim romantyzmie, a pominięcie innych nurtów i artystów tego okresu – dominacja wielkich wieszczy nie przekreśla przecież twórczości innych artystów (o których najczęściej po prostu nie wiemy, gdyż, mając w pamięci Kordiany i Konrady, gardzimy epoką z góry). Jednak uważam, że Polacy stają się coraz bardziej postmodernistyczni. Odsuwają się „neosarmatyzmu”, nadal kojarzonego z wąsatym, rubasznym, wiecznie podchmielonym panem, z zacofaniem, z czytelnikami gazet pokroju Faktu na serio, z patriarchatem i twardym konserwatyzmem, wieczną nienawiścią do Rosjan, Niemców i Żydów. Ale też coraz bardziej sceptycznie odnoszą się do nowocześniaków, nie mających do zaproponowania poza dość niezłożonym życiem, pozbawionym głębi, z – paradoksalnie – jeszcze bardziej rozmytą tożsamością i bezkrytycznym podziwem dla historii i kultury innych państw. Postmodernizm rozumiem więc jako wykorzystywanie kawałków starego, by stworzyć nowe, dziwną hybrydę tradycji i nowoczesności – taki złoty środek.

  16. Czy Polak jest postmodernistą ?

    Na to pytanie można odpowiedzieć dwojako: tak i nie. W naszym kraju nie istnieją statystyczni obywatele dlatego należy zastanowić się kto dzisiaj w Polsce mieszka.

    Hekatomba II wojny światowej wywarła olbrzymi wpływ na dzisiejszą Polskę. Nie tylko jeżeli chodzi o wygląd granic czy zacofanie gospodarcze jakie w naszym kraju występuje obecnie, ale przede wszystkim odbiło się w sposób straszny na narodzie Polskim. Ogromna liczba ludzi, głównie inteligencji została bestialsko wymordowana. Nowe pokolenie żyjące już w PRL było zupełnie inne niż Pokolenie Kolumbów mimo, że różniło je tylko 20 lat. Po 1989 w Polsce nastąpiła kolejna rewolucja. Wzorce zachodnie szybko zaczęły docierać do głów młodych ludzi i wywierać olbrzymi wpływ na rzeczywistość.

    To właśnie te trzy pokolenia dzisiaj zamieszkują państwo Polskie. Musimy pamiętać, że każde z nich jest zupełnie inne. Czy w którejś z tych grup są postmoderniści ? Moim zdaniem są i najliczniej występują w najmłodszym pokoleniu.

    Nowe pokolenie, do którego sam należę jest najbardziej specyficzne(wiem z autopsji). Młody człowiek jest bardzo podatny na obce wpływy, które starają się go wtłoczyć w pewne formy. Jedną z takich form jest POSTMODERNIZM. Są w Polsce grupy, którym zależy na kształtowaniu „nowoczesnego społeczeństwa”. Definiują je jako wolne od przeszłości, nie majce bagażu poprzednich roczników. Członkowie tej społeczności nie chcące czytać polskich klasyków literatury i szukają nowych wzorców kulturalnych na zachodzie. Dla tego nowego pokolenia nie ważna jest historia i nasza kultura ponieważ jest stara i zła. Takie myślenie i dalszy rozwój tego nurtu spowoduje powolny rozpad naszego narodu.

    Niestety POSTMODERNIZM szczerzy się wśród młodych Polaków odcinając ich od naszej tradycji i kultury. Wielu z nich idąc za modą nie zdaje sobie nawet sprawy do czego to może doprowadzić. Nie chcą już czytać Norwida, wiec nie dowiedzą się, że : „Naród, który zapomniał o swej historii, o swej przeszłości, przestaje być narodem”.

    1. Pisze Pan: „Są w Polsce grupy, którym zależy na kształtowaniu „nowoczesnego społeczeństwa”. Definiują je jako wolne od przeszłości, nie majce bagażu poprzednich roczników. Członkowie tej społeczności nie chcące czytać polskich klasyków literatury i szukają nowych wzorców kulturalnych na zachodzie.”
      Jakie grupy? To brzmi zbyt tajemniczo.

  17. Postmodernizm jako nurt XX wieku, przeciwstawia pojęcie nowoczesności zjawisku ponowoczesności. Zwolennicy tego poglądu promują m.in. takie hasła jak pluralizm, który w tym przypadku może oznaczać brak ośrodka kierowniczego, zdolnego rozgrzeszać z czynienia zła w imię jakieś jedynie prawdziwej, usprawiedliwiającej wszelkie działania idei.
    Odwołując się do wyżej postawionego pytania należy najpierw zwrócić uwagę kim tak naprawdę jest Polak. Po dłuższych rozważaniach, nasuwa mi się pewne spostrzeżenie. Przede wszystkim to, iż przeciętny Polak to osoba o „dwóch twarzach”. Z jednej strony, zarówno młodzież jak i starsze pokolenie, uważa siebie za naród patriotyczny, który w pewnych sytuacjach, m.in. w walce o dobro dla kraju i narodu, łączy się, aby wspólnie podołać przeszkodom. Pamięta o tradycji, kulturze polskiej i burzliwej historii. Z drugiej jednak strony przyjmuje nadsyłane wzorce z Europy Zachodniej nie zastanawiając się nad ich konsekwencjami. Rzeczy, które go otaczają, często przyjmuje jako element rzeczywistości, nie zastanawiając się nad ich istotą. Ma on do czynienia z falą wielu zagrożeń z tym związanych, o których pisze m.in. Zygmunt Bauman (filozof, jeden z twórców koncepcji postmodernizmu). „Otoczeniu nie można w pełni zaufać, bo brakuje mu stabilizacji. Życie polega na dostosowaniu się do coraz to nowych reguł, a są one skomplikowane i bardzo ostre. Taka jest cena za szalony rozwój cywilizacyjny, opłata za bilet na niezatrzymującą się prawie nigdy karuzelę nowoczesnego świata”.
    Reasumując, uważam, że Polak jest postmodernistyczny. Poprzez z góry narzucany postęp, otwarty jest na wszelkie zachodnie trendy. Jako indywidualna jednostka jest w stanie poświęcić się rzeczywistości w ramach własnego szczęścia.

    1. Co Pani rozumie przez to, że postęp jest „z góry narzucony”?
      Zdanie „Jako indywidualna jednostka jest w stanie poświęcić się rzeczywistości w ramach własnego szczęścia” kończące Pani esej jest już zupełnie tajemnicze. Proszę o wyjaśnienia.

  18. Przed odpowiedzią na pytanie czy Polak jest postmodernistą należy najpierw określić czym jest „postmodernizm”.

    Postmodernizm określa się jako kierunek w filozofii współczesnej, a także kulturze, który powstał jako reakcja na modernistyczne wartości z przełomu XIX i XX wieku w Europie. Jak pisze Andrzej Szahaj w tekście”Co to jest postmodernizm?”: ”Postmodernizm na płaszczyźnie filozoficznej łączy się zwykle z niezgodą na dominację oświeceniowego i pozytywistycznego kultu rozumu i nauki, antyscjentyzmem, sprzeciwem wobec dominacji „rozumu instrumentalnego” owocującego eksploratorskim podejściem do przyrody oraz ograniczeniem wolności człowieka, nieufnością wobec – pojmowanej w duchu oświeceniowym – kategorii postępu, wobec wszelkich uniwersalistycznych utopii społecznych i politycznych.”

    W sferze światopoglądowej postmodernizm wiąże się z dystansem wobec wielkich ideologii, zaś w estetyce – z zatarciem granicy między kulturą elitarną i masową, nawiązywaniem do stylu różnych epok i nieuznawaniem uniwersalnych zasad w sztuce. Z języka angielskiego postmodernism czyli złożenie cząstki: posti oraz słowa: modernism czyli ”nowoczesność”.

    Jak zatem nazwać człowieka, który jest postmodernistą? Jeżeli określimy go mianem postczłowieka, to według Czaplińskiego jest to istota nieautonomiczna i niejednorodna.
    Przeciętnego polaka można uznać za postmodernistę, gdyż nie ma swojego konkretnego wzorca kulturowego. Stara się podążać za pewnymi trendami, które nie stanowią jednorodnej całości, są zlepkiem fragmentów rożnych kultur. Zwłaszcza młodzi Polacy w dużej części są postmodernistami. nie utożsamiają się z kultura polską. Wzorce zachodniej kultury postrzegają jako te bardziej wartościowe, często tylko dlatego, żeby nie wyróżniać się z danej grupy. Innym powodem zostania postmodernista może być poczucie, że obca kultura na przykład Zachodu jest w pewnym sensie lepsza. Ma do zaoferowania o wiele więcej niż polska twórczość.

    Na zakończenie chcę wspomnieć jak Czapliński uzasadnia swój postmodernizm:
    ”W dzisiejszej kulturze każdy musi bowiem sam wkorzeniać się w tradycję i nikt nie może uczynić tego inaczej, niż lepiąc siebie z jej resztek.” Zgadzam się z autorem, że każda epoka bazuje na poprzedniej. Dzisiaj jest tak samo. Każdy wybiera wybiera pewne fragmenty tradycji i formuje swój własny światopogląd.

  19. Niewątpliwie w Polsce po roku 1989 mogliśmy zaobserwować wzrost ilości ludzi określających siebie jako postmoderniści. Jest to naturalne zjawisko ponieważ w nowej rzeczywistości kapitalistycznej ludzie zaczęli się bogacić co powodowało wzrost poziomu życia. Co więcej polska polityka po upadku bloku komunistycznego stała się zorientowana na zachód gdzie nurt filozofii reprezentowanej przez Richarda Rorty”a jest bardzo silny. Wydaje mi że nawet można zaryzykować tezę że w niektórych środowiskach bycie neosarmatom jest co najmniej traktowane jako daleko posunięta oryginalność lub w ekstremalnych sytuacjach obciach. Warto podkreślić że w znakomitej większości są to grupy mające o sobie bardzo wysokie mniemanie.
    Oczywiście nurt postmodernistyczny ma także znakomitych przedstawicieli np.: Zygmunta Baumana.
    Nie ulega wątpliwość że nasze społeczeństwo jest podzielone na postmodernistów i neosarmatów, co widać chociażbym na manifestacjach np.: w czasie rocznic niepodległości. Moim zdaniem większości jednostek w społeczeństwie nie da się jednoznacznie zakwalifikować do którejś z tych grup.”Ktoś może nie cierpieć Pana Tadeusza i sielankowej wizji Polskiej wsi”, natomiast ronić łzy ze wzruszenia słuchając utworów Chopina w których wyrażał nostalgię za ojczyzną będąc na emigracji.

  20. Niewątpliwie w Polsce po roku 1989 mogliśmy zaobserwować wzrost ilości ludzi określających siebie jako postmoderniści. Jest to naturalne zjawisko ponieważ w nowej rzeczywistości kapitalistycznej ludzie rozpoczęli się bogacić co powodowało wzrost poziomu życia. Co więcej polska polityka po upadku bloku komunistycznego stała się zorientowana na zachód gdzie nurt filozofii reprezentowanej przez Richarda Rorty”a jest bardzo silny. Wydaje mi że nawet można zaryzykować tezę że w niektórych środowiskach bycie neosarmatom jest co najmniej traktowane jako daleko posunięta oryginalność lub w ekstremalnych sytuacjach obciach. Warto podkreślić że w znakomitej większości są to grupy mające o sobie bardzo wysokie mniemanie.
    Oczywiście nurt postmodernistyczny ma także znakomitych przedstawicieli np.: Zygmunta Baumana.
    Nie ulega wątpliwość że nasze społeczeństwo jest podzielone na postmodernistów i neosarmatów, co widać chociażbym na manifestacjach np.: w czasie rocznic niepodległości. Moim zdaniem większości jednostek w społeczeństwie nie da się jednoznacznie zakwalifikować do którejś z tych grup.”Ktoś może nie cierpieć Pana Tadeusza i sielankowej wizji Polskiej wsi”, natomiast ronić łzy ze wzruszenia słuchając utworów Chopina w których wyrażał nostalgię za ojczyzną będąc na emigracji.

  21. Czy współczesny Polak ogranicza swój byt do konsumpcji, zdrowego życia i bycia emancypatorem do granic możliwości?

    Mój post będzie trochę mniej naukowy.

    Myślę, że szczególnie młodzi ludzie szukają pewnego rodzaju emancypacji. Uniezależnienia się od pewnych schematów. Szukamy swojej tożsamości, my- młodzi rozwijający się ludzie. Nie chcemy definiować się przez znój martyrologii, klęsk i umierania. Chcemy określać się sami. Może nawet nadać sobie nową tożsamość – odmienną od tożsamości ludzi stojących na krakowskim przedmieściu z krzyżem, od ludzi szukających spisków międzynarodowych mających na celu „poniżenie” Polaków, zakłamanie historii- chcemy odciąć się od mowy nienawiści, wszechobecnego pesymizmu i wiecznego szukania wymówek.

    Z drugiej strony nie znam nikogo kto chciałby być emancypatorem do granic możliwości.

    Chcemy znać przeszłości, ale nie pod postacią uproszczonego obrazu walecznego, odważnego narodu, z garstką zdrajców, i całymi zastępami patriotów na dworkach, który tylko w skutek nieprzychylności historii i klątwę geografii doznaje pokrzywdzenia przez najazdy, rozbiory, okupacje.

    Uważam, że nie da się żyć bez dziedzictwa przeszłości. Historia, kultura polska nie są jednowymiarowe. Można z nich sięgać naprawdę ciekawe i różnorodne aspekty (co innego, że jest to sytuacja trochę taka, jak z klasyką -wg Twaina -to książki, które każdy chciałby znać, a nikt nie chce czytać.) Młodzi ludzie szukają czegoś z przeszłości z czym mogliby się utożsamić, coś z czego mogą być dumni. Nie pomijają trudnych, czasem niewygodnych faktów, ale nie chcą by to właśnie one były esencją ich tożsamości narodowej. Może szukają powierzchownie, niedbale, ale czy jest to arogancja nowocześniaków ?

  22. W tym roku na jednym z wykładów usłyszałem słowo modernizm, a teraz jeszcze postmodernizm. Z racji szczupłości miejsca, pragnę przedstawić różnicę między tymi światopoglądami, która szczególnie mnie uderzyła. Modernizm chciał w sposób naukowy dojść do poznania obiektywnej rzeczywistości. Natomiast postmodernizm akcentuje subiektywizm i przeciwstawia go obiektywnej rzeczywistości. Czy przeciętny Polak jest postmodernistą? Uważam, że nie, ponieważ zakładam, że żeby reprezentować jakiś określony światopogląd trzeba być świadomym tego, kim się jest. Polacy raczej nie wiedzą, co to jest postmodernizm. Sądzę jednak, że przeciętny Polak jest postmodernistyczny, ponieważ bardzo polubił subiektywizm i wolność jednostki od wszystkiego, co istnieje. Czyż nie ceni często przesadzonej tolerancji, indywidualizmu, relatywizmu moralnego? Czyż nie lepi swojej tożsamości „z różnych glin”, a i tak czuje się zagubiony? Nie chce myśleć o dobru wspólnoty i być kierowanym przez kogoś. Wszystko to w imię własnej wolności i szczęścia. Odpowiadając na zadane pytanie w tytule- przeciętny Polak jest postmodernistyczny. Ciekawe kim będzie Polak w przyszłości i czy będzie jeszcze Polakiem…

  23. W swoim komentarze chciałabym zwrócić uwagę na to zagadnienie ze strony artystycznej i wówczas odwołać się do twórczości prekursora postmodernizmu Umberto Eco ( włoski filozof, pisarz, felietonista i ekspert od kultury masowej).
    Postmodernizm (inaczej: ponowoczesność, pomo, po-mo) – prąd myślowy odwołujący się do poczucia końca historii i wielkich narracji.
    „Wszystko jest prawdziwe” oznacza ostatecznie „wszystko jest fałszywe”.
    Absolutna nierealność jawi się jako rzeczywista obecność.
    (Umberto Eco)
    Naukowiec zrobił wiele dla zrozumienia takich prądów jak post-modernizmu i kultura masowa (np. Apocalittici e integrati: comunicazioni di Massa e teorie Della kultura di massa). Według U. Eco postmodernizm, nie tyle zjawisko w ściśle ustalonych terminach, tylko raczej pewien duchowy stan, to szczególny rodzaj gry, w którym udział jest możliwe w przypadku, gdy uczestnik nie akceptuje postmodernistyczną ironię, interpretując tekst zaproponowany absolutnie poważnie. Do kultury masowej cechuje niektórych predefiniowanych schematów, w przeciwieństwie do modernistycznej praktyce, czyniąc instalację na innowacyjność i oryginalność. Według Eco, wysoka i popularna estetyka w postmodernizmie zbliżają się.
    Uważam , że trzeba rozszyfrowywać przekazy kultury masowej, by odsłaniać ich ukryte ideologiczne przesłania i bronić mass mediów przed przekształceniem ich w narzędzie kontroli. Nie musimy ślepo lawirować między wyrafinowanym utworami.Jednak musimy uważać na to, że zagrożenie rozumowi lub społeczeństwu ze strony popularnej kultury nie wynika z powtarzalności wykazu, lecz tylko z manipulacji kulturą z powodów ideologicznych.

    1. To bardzo uczone co Pani napisała, ale gdyby odniosła to Pani do sytuacji polskiej, rozważań prof.Czaplińskiego oraz naszego spotkania o „Resztkach nowoczesności” to byłoby chyba ciekawsze. Pytanie przypominam brzmiało, czy dzisiejszy Polak jest postmodernistyczny? Pytanie to oczywiście jest bardzo ogólnie sformułowane, odpowiedz jednak może być konkretna. Chodzi o Waszą ocenę polskiej sytuacji, choć i Eco można przywołać.
      pozdrawiam

  24. Czy Polak jest postmodernistą? Odpowiadając na to pytanie można by zadać kilka podobnych. Czy Polak jest romantykiem/pozytywistą/itd.? Ciężko odpowiedzieć na to w sposób jednoznaczny. Czemu? W przytoczonym artykule niezwykle ciekawy wydaje się fragment dt. „wkorzeniania się w tradycję”. Owszem, to o czym pisze prof. Czapliński nie jest rzeczą nową. Znamy to z wcześniejszych epok. Jednak w odniesieniu do Polski chyba mimo wszystko mamy do czynienia z sytuacją dość wyjątkową. Począwszy od końca XVIII wieku, przez cały okres zaborów aż do roku 1989 można odnieść wrażenie, że nasza kultura, to jak się rozwijała, było poniekąd wypadkową naszej sytuacji politycznej. Kultura stanowiła w wielu przypadkach podstawę walki o wolność, pomagała w przetrwaniu trudnych czasów, motywowała do wytężonej pracy na rzecz Ojczyzny. Ale była też niejako narzucana przez historię. Dzisiaj jesteśmy ponad 20 lat od odzyskania pełnej niezależności od innych. Mamy pełną swobodę wyboru. I widać to na co dzień. Ubiegłoroczne obchody 11 listopada. Wśród uczestników Marszu Niepodległości masa młodych ludzi, także tych nie znających PRL-u. Słuchając ich można było usłyszeć hasło „duma”. Z czego? Z historii, tradycji, a także kultury. Z drugiej strony mamy ludzi, którzy mają problem ze swoją tożsamością kulturową. Ale czy to źle? Wszak kultura aby się rozwijać potrzebuje powiewu świeżości, czy – jak ujmuje to prof. E.O. Wilson – buntowników-postmodernistów. Nawet jeśli wprowadzają oni chaos. Polak jest postmodernistą. Tak samo jak jest – żeby odwołać się do jednego z lepiej znanych sporów polskiej historii – romantykiem czy pozytywistą. I tutaj prof. Czapliński ma rację. Człowiek lepi siebie z resztek tradycji. A jakie elementy do tego lepienia wybierze, to już osobna rzecz…

    1. Szanowny Panie Sebastianie,
      brzmi dobrze i rozsądnie, to co Pan napisał, tylko czy nie nazbyt dyplomatycznie. Według Pana wszyscy mają trochę racji i co z Marszu Niepodległości i zbuntowani kolorowi postmoderni. Okej, niech żyje tolerancja i pluralizm, ale czy wszystkim przyzna Pan rację po troszku? Nawet jeśli, to komu trochę więcej racji a komu trochę mniej?
      Pozdrawiam
      KW

      1. Szanowny Panie Doktorze!
        Nie ukrywam, że właśnie obawiałem się trochę tego, że wpis może być za bardzo dyplomatyczny (nawet chciałem zrobić odpowiednią adnotację)… Ale cóż, starałem się nie przesadzić z długością wpisu. A rzecz zdecydowanie zasługuje na szersze wyjaśnienie i spojrzenie. Tyle tytułem wstępu.
        Co zaś do pytania o „rację”. Być może to kwestia moich własnych poglądów, niemniej jednak prędzej rację przyznałbym tradycjonalistom. A to z tego prostego względu, że jednak trudno całkowicie odżegnywać się od tego co było. To trochę jak z zawodem historyka. Niby rzeczą szalenie ważną jest, aby w swoich badaniach nie ograniczać się do odtwórstwa, i wnieść coś od siebie. Ale z drugiej strony trudno całkowicie zignorować cały dorobek historiografii. Tak samo z kulturą. Przecież to wszystko, co dzisiaj mamy, świat w jakim żyjemy, to właśnie dorobek tych całych wieków dokładania kolejnych cegiełek. W najróżniejszych dziedzinach. Z kulturą włącznie. Rzeczą niemożliwą jest, aby to nagle porzucić. Na szukanie Złotego Graala już chyba trochę za późno… Ewolucja tak, rewolucja – niekoniecznie (tym bardziej, że kojarzą mi się one z przelewem krwi). Co zaś do zbuntowanych-postmodernistów. Przyznam, że pisząc wcześniej o nich nie myślałem specjalnie o tolerancji i pluralizmie. Bardziej chodziło mi o coś na kształt „twórczego chaosu”. Czegoś, co wszystkich stojących po drugiej stronie barykady zmuszałoby do głębszego zastanowienia się nad swoim stanowiskiem. Jeszcze raz wracając od prof. Wilsona, pozwolę sobie zacytować go: „Czyż jest bowiem lepszy sposób wzmacniania gmachu wiedzy niż nieustanna obrona przed zarzutami przeciwników? John Stuart Mill trafnie stwierdził kiedyś, że zarówno nauczyciel, jak i uczeń zapadają w drzemkę, jeśli nie czują przeciwnika zmuszającego do wysiłku”. I postmoderniści są w moim przekonaniu takimi właśnie przeciwnikami. Dzięki ich istnieniu wszyscy inni – no może nie wszyscy, ale przyjmijmy, że ci, dla których tożsamość kulturowa ma znaczenie – mają okazję aby przemyśleć wszystko to, na czym budują swoje stanowisko. A że nie ma na Ziemi niczego, co byłoby doskonałe, to i być może jest szansa na „ulepszanie” tych swoich stanowisk? Poza tym każde „ale” (tutaj rozumiane jako postmodernizm) skłania do dyskusji, a te wszak kształcą. I w tym widziałbym największą zaletę istnienia postmodernizmu. Sam w sobie być może nie ma specjalnej wartości, ale jako „spiritus movens” dyskusji i refleksji – już tak.

  25. Postmodernizm, jako zjawisko kulturowo-społeczne narodził się w USA, potem pojawił się w Europie zachodniej. W Polsce doby PRL-u, prądy kulturowe zachodu były znacznie ograniczone. Rok 1989 przyniósł potężną zmianę w świadomości Polaków. Zostaliśmy przytłoczeni masowością zjawisk kulturowych, które dotąd funkcjonowały w społeczeństwie jako „zakazany owoc”. Przez lata pielęgnowaliśmy w sobie przeświadczenie, że wszystko, co pochodzi z zachodu jest prawdziwe i słuszne. Odnoszę wrażenie, iż po 1989 r. wśród Polaków pojawiło się podświadome poczucie wstydu spowodowane tym, że nie nadążamy i odstajemy od świata zachodniej Europy i USA. Wstyd ten powoduje, że negujemy w wielu aspektach naszą rodzimą kulturę na rzecz „jedynej słusznej”. Młodsze pokolenie ludzi, zwłaszcza urodzone już w III RP, nie przeżyło czasów, w których, bądź co bądź, abstrahując od celów, dla jakich to czyniono, odwoływano się bardzo często do polskiej literatury, historii, promowano polską kinematografię i muzykę. Postmodernizm z całym swym pośpiechem życia, pędem ku łatwości w zrozumieniu świata, gdzie pierwszy lepszy bohater filmu czy prezenter telewizyjny serwuje nam przepis na idealne życie, nie jest miejscem dla książek czy głębszej refleksji. Stąd, młody człowiek woli przeczytać opracowanie lektury, lub obejrzeć ekranizację (a i to nie zawsze, bo przecież „jest długa i nudna”). Dotykamy tu innego problemu. Polska literatura stała się nieatrakcyjna dla młodych ludzi, ponieważ traktuje albo o zamierzchłych wojnach, albo o walce o niepodległość, którą dziś „przecież już mamy, więc o co chodzi”. Młody człowiek musi wczuwać się w uczucia ludzi, których rozterek i wyborów nierzadko nie rozumie. Oczywiście wiele spraw generalizuję, lecz myślę, że podobne problemy ma wielu ludzi mojego pokolenia. Konkludując, po 1989 r. postmodernizm stał się powszechny w naszej kulturze. Problemem jest to, aby pokazać młodym ludziom, że nie jest to jedynie słuszna droga życia i jeśli negują polską kulturę, czynili to świadomie, a nie z powodu konformizmu.

      1. Uważam, że nie da się być w Polsce postmodernistą choć prawdą jest, że bardzo wiele osób stara się nimi być. Zgodnie z definicją postmoderniści pragną wolności od wszelkich prawd narzuconych z góry. Ponadto drwią oni z historii i tradycji.
        Natomiast w Polsce młodemu człowiekowi już od najmłodszych lat wpajają pewne narzucone wzorce. Zaczynają to robić już nasi rodzice, w procesie socjalizacji, a późniejsza szkoła tylko powiela te schematy, a nawet jeszcze bardziej stara się nam uświadomić jak ważna w naszym życiu jest historia i tradycja.
        Nie jest zatem możliwe aby człowiek po ponad 20 latach ciągłego przeświadczenia o jakże ważnej roli przeszłości w naszym współczesnym życiu mógł się nagle kategorycznie od tego oddzielić. Moimi zdaniem pomimo prób dzisiejsze pokolenie jest jednak jeszcze zbyt wrośnięte w kulturę i tradycję aby mogło się od niej całkowicie odsunąć a ówcześni postmoderniści jednak poprzez wychowanie w pewnym stopniu w dalszym ciągu czerpią wzorce z historii i tradycji.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s