Przechodnie hasło „rząd musi odejść”

Zarzuty, że demonstracja złączonych sił PIS, Radia Maryja oraz związkowców p. Dudy 29 października była antydemokratyczna – jest chyba nieporozumieniem. Uzyskała zezwolenie, była spokojna, nie doszło do żadnych incydentów. W szeregach oponentów rządu PO, co najmniej tych z umownej prawej strony,  panuje duże zadowolenie i nie bez powodu. W społeczeństwie tak biernym politycznie jak polskie 100 tys. demonstrantów to nie jest mało, choć policja twierdzi, że było ich 50 tys.  Ale to też nie jest mało.

Problem jest zupełnie gdzie indziej. Czy tak imponujący marsz wniósł coś poważnego do debaty politycznej? Z tym jest znacznie gorzej. Główne przesłanie demonstracji dałoby się sprowadzić do hasła „Tusk musi odejść”. Dla pełnego wyakcentowania prezes Kaczyński następnego dnia namaszcza na przyszłego premiera prof.Glińskiego.

PiS-owska opozycja nie domaga się więc od rządu, aby spełnił jakieś konkretne postulaty, ale aby podał się do dymisji. Uzasadnieniem takiego żądania ma być zupełna katastrofa gospodarcza oraz kompromitacja rządu związana z aferą Amber Gold.

Należy to skonfrontować z faktem, że w ostatnich trzech latach skumulowany wzrost gospodarczy wyniósł 15% oraz że polską gospodarkę w bardzo małym stopniu dotknął europejski kryzys. Z powodu gigantycznego bankructwa Lehman Brothers (co zapoczątkowało światowy kryzys finansowy) nikt w Stanach nie żądał głowy Obamy, nie widać więc powodu, dla którego Tusk miałby odpowiadać za Amber Gold.

Wydaje się więc, że imponująca impreza świadczy przede wszystkim o słabości PiS-owskiej opozycji.

Jak by to wyglądało w kraju, gdzie opozycja jest naprawdę silna? Ogromna demonstracja idzie pod konkretnymi hasłami i ponieważ ich słuszność jest uderzająca, rząd zmuszony jest podjąć się działań, których żąda opozycja. Opinia publiczna zaczyna dostrzegać, że to opozycja podejmuje w trafny sposób najtrudniejszy problemy kraju i jej trzeba oddać ster rządów w następnych wyborach.

Nie byłoby też w owym kraju, gdzie opozycja jest silna dyskusji, kto ma zostać przyszłym  szefem rządu. Wydaje się oczywiste, że szefem przyszłego rządu ma stać się lider partii, która wygra wybory. Gdyby szef niemieckiej SPD będącej obecnie w opozycji, powiedział,  że to nie on ma być kanclerzem, w przypadku wygranych przez jego partię wyborów,  spotkałby się z kompletnym niezrozumieniem.

Postępowanie prezesa Kaczyńskiego zrozumieć można w taki sposób, że wiedząc o ogólnej nieufności do polityków (sam ma dość wysoki elektorat negatywny) zgłasza on na premiera kogoś, kto za polityka praktycznie nie uchodzi. Zastanawiające jest, czy postępując w ten sposób prezes Kaczyński nie wystawia sobie samemu votum nieufności, którego w Sejmie chce dla premiera Tuska. Jeśli PiS miałby rządzić, ale szef PiS-u nie miałby być premierem,  to niby czym miałby się zajmować? W Polsce przeżywaliśmy już taki układ, nie jest on jednak z pewnością najszczęśliwszy. Jest to też światowy ewenement.

Ale wróćmy do zarzutu, że demonstracja była „niedemokratyczna”. Straszenie PiS-em jest ulubionym chwytem reprezentantów dzisiejszej większości parlamentarnej. Muszę powiedzieć, że w owym straszeniu widzę podobną słabość i nieporadność, jak w haśle PiS-u „Tusk musi odejść”. Jeśli ktoś chce bronić rządu, to powinien wyraźnie i głośno mówić, że ten rząd, jak na warunki, jakie istnieją, rządzi dobrze. Nie trzeba przy tym twierdzić, że wszystko robi idealnie, ale trzeba umieć się za rządem opowiedzieć.

Można natomiast odnieść silne wrażenie, że duża cześć zwolenników rządu premiera Tuska mówi coś zgoła innego, broniąc rządu w dość perwersyjny sposób. Daje się od nich słyszeć:  „ten rząd jest całkiem do kitu, ale każdy inny rząd (zwłaszcza związany z prezesem Kaczyńskim), byłby jeszcze bardziej do kitu”. Gdyby to podsumować, to zwolennicy rządu Tuska twierdzą w gruncie rzeczy to samo, co opozycja  – „rząd jest do kitu” – tylko już na zapas i na przyszłość mówią „Kaczyński musi odejść”.  Nie potrafiąc bronić rządu w rzetelny i konkretny sposób, muszą odwoływać się do argumentu, że opozycja jest zagrożeniem dla demokracji.

Polakowi tylko taki rząd wydaje się demokratyczny, na który ów Polak głosował. Jeśli rządzą nie ci, na których głosowałeś, to już nie jest demokracja. I tak niemal wszyscy niemal wszystkim zarzucają, że są złymi demokratami, jeśli zgoła nie wrogami demokracji. Można by się właściwie pokusić o usprawnienie polskiego życia politycznego poprzez ograniczenie haseł politycznych do tylko jednego przechodniego  hasła: „rząd musi odejść”. Opozycja po wygraniu wyborów z hasłem „rząd musi odejść” przekazuje wszystkie swoje transparenty byłym rządzącym, teraz już w opozycji i ci raźno wychodzą na ulicę z tym samym hasłem „rząd musi odejść”. Cóż by to była za oszczędność środków, a jednocześnie skuteczna droga do dialogu społecznego.  Rządzący bowiem musieliby patrzeć z rozczuleniem na transparent, który sami nie dawno nieśli, a hasło „rząd musi odejść” urastałoby do narodowego symbolu.

Te ciągłe zarzuty o brak przywiązania do demokracji to wynik jakichś polskich kompleksów, a nieustanne używanie takiej maczugi czyni z debat publicznych niemal humoreskę. Kraj, w którym miliony ludzi opowiedziało się za demokracją i swobodami obywatelskimi zasługuje na lepszą kulturę polityczną. Poważnych zagrożeń dla demokracji w tej chwili w Polsce nie widać – prócz jednego zagrożenia, jakim jest nieudolność i nieporadność dyskutowania i debatowania.

Należy oczywiście być czujnym wobec wszelkich zagrożeń dla  demokracji. Na zimne należy dmuchać. Ciągłe jednak i namolne oskarżanie wszystkich oponentów nie tylko o to, że są złymi demokratami ale są zagrożeniem dla demokracji, to też nie najlepszy sposób jej obrony i pielęgnowania jej ducha. Może być tak, jak w tej przypowieści o wiejskim chłopaku, co wciąż fałszywie wszczynał alarm o wilkach, aż wszyscy mu przestali wierzyć i gdy wilki przyszły naprawdę,  to go zjadły.

One thought on “Przechodnie hasło „rząd musi odejść”

  1. Mi jako obcokrajowcu ze strony dobrze widać jak polacy jako naród lubią narzekać. Przy czym nawet liczni jednostki polskiego społeczeństwa odznaczają taką cechę narodową. Paradoks narzekania prowadzi do braku działalności, ponieważ za działalnośćią staję się akurat narzekanie. Kwestia niedemokratyczności w żadnym razie nie może być nagłośniona przez ulicznych narzekających filozofów ponieważ nie poznali oni sensu demokracji do której dążą rządy RP już kilkadziesiąt lat. Czyli za instytucję za którą uznane może być prawo do sądu o demokratyczności można uznawać tylko instytucje państwowe. Z tego co wiem takich zarzut od państwa do demonstrantów brak a więc proces demokratyzacji społeczeństwa trwa…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s