Absolwent bez pracy – dlaczego? Dalsze przykłady i dalszy ciąg dyskusji

Opublikowanie pod pseudonimem Jan Kamiński autoreportażu o problemach absolwenta jednej z wyższych uczelni ze znalezieniem pracy, poruszył temat ważny, skoro miał około 3.5 tys. czytelników i wiele komentarzy. Podzielić je trzeba na trzy grupy: „liberałów”, którzy uważają, że jak ktoś nie ma pracy, to sam sobie winien, „krytyków naiwność” – jak ktoś studiuje politologię, to czego ma się spodziewać, „krytyków rynku pracy” – jest on źle skonstruowany i młodzież nie potrafi się na nim odnaleźć. Niektóre komentarze są nieco skrajne w sformułowaniach w istocie jednak wskazują różne aspekty tego samego problemu. Z pewnością jednak 25% bezrobotnej młodzieży i wysokie bezrobocie wśród kończących studia wyższe to poważny problem społeczny, niezależnie od tego jakie są jego przyczyny. Nawet jeśli rację mieliby nawet „liberałowie”, że chodzi o nieudolność w szukaniu pracy, to pozostawałoby jeszcze pytanie, skąd się ona tak masowo bierze.

            Jan Kamiński kontynuuje swój reportaż, odpowidajac na głosy w dyskusji i opowiadając losy innych absolwentów mających trudności z pracą. Warto by mieć więcej zróżnicowanych przykładów namawiam więc do kontynuowania i włączenia się w debatę.

Część głosów dotyczyła oceny mojego postępowania. Wiele było bardzo krytycznych. Wskazywano w nich na błędy przy poszukiwaniu pracy oraz wyborze studiów. Pojawiły się też głosy wsparcia.

Jednak szczególnie cieszą te głosy, które wykorzystały mój przykład jako asumpt do szerszej dyskusji. Taki zresztą był cel opublikowania autoreportażu.

Ta część dyskusji dotyczyła rozważań nad: kryzysem na rynku pracy (ze szczególnym uwzględnieniem segmentu „młodzi”), tym czy mamy do czynienia z rynkiem pracownika czy pracodawcy (oraz czy taki podział ma w ogóle sens), jaka powinna być polityka państwa, jaki jest stan szkolnictwa wyższego, czy boom edukacyjny szkolnictwa wyższego był pozytywnym zjawiskiem.

Tym razem opiszę dwie kolejne historie młodych ludzi. Moich znajomych. Mam nadzieję, że dadzą one kolejny asumpt do dalszego pogłębionia rozpoczętej debaty. Oto one:

Piotrek, 25 lat. Absolwent dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego. Dyplom obroniony na 5. Roczne stypendium na Uniwersytecie Poczdamskim. Znajomość dwóch języków obcych (angielski, niemiecki).  2 lata doświadczenia w telewizji (TVN, Polsat, TVP), w tym na samodzielnym stanowisku reporterskim.

Piotrek myślał, że stypendium na dobrym niemieckim uniwersytecie, dodatkowo zwiększy jego atrakcyjność na rynku pracy. Dlatego pomimo, że po dwóch latach pracy w telewizji dorobił się stabilnej pozycji i naprawdę imponującej pensji zdecydował się na wyjazd.

Jeszcze będąc w Niemczech, szukał pracy. Po kilku pierwszych miesiącach, wysłaniu niezliczonej liczby CV i odezwaniu się do wielu swoich dawnych kolegów z telewizji, upewnił się co do jednego – wyjazd do Niemiec to nie był dobry pomysł. Stało się dla niego jasne, że kryzys na rynku pracy dotknął także media.

W siódmym miesiącu poszukiwań wydawało się, że karta się odwróciła. Znalazł pracę! W oddziale jednej z telewizji w Krakowie. Dostał 2500 zł netto. Pieniądze nieporównywalne do tego, co zarabiał wcześniej, ale biorąc pod uwagę ogólną sytuację na rynku był wniebowzięty. Cieszył się tym bardziej, że pochodził z miejscowości pod Krakowem. Mógł więc często odwiedzać rodziców.

Po miesiącu pracy okazało się, że szef był „nieprecyzyjny” przy omawianiu warunków zatrudnienia. Wysokość pensji Piotrka nie była sumą gwarantowaną, ale uzależnioną od liczby wykonanych materiałów, która… także nie były gwarantowana. W kontekście jego osobistych doświadczeń było to niemiłe zaskoczenie. W praktyce pensja mogła wynosić 2,5 tyś, a równie dobrze 1,5 tyś. Piotrek cały czas był zadowolony. Mówił, że średnia na pewno będzie dobra.

Po kolejnym miesiącu nawet on – człowiek z zasady pozytywnie nastawiony do życia – miał dosyć. Szef poinformował go, że stawki pracowników „nieetatowych”, czyli bez umowy o pracę (a Piotrek oczywiście do nich należał), zostają zredukowane… o 40%.

Piotrek starał się postawić. Powiedział, że jego pensja miała wynosić 2,5 tyś zł. A teraz wyliczył, że będą miesiące, w których zarobi kilkaset złotych! W odpowiedzi usłyszał: „Na Twoje miejsce jest wielu chętnych.”

Stało się jasne, że przy tak niskich i niestabilnych dochodach samodzielne życie w Krakowie i wynajmowanie pokoju nie wchodzi już w grę. Przeprowadził się do starszych rodziców. Na dojazdy przeznacza 3 godziny dziennie. Dodać do tego trzeba 10 – 11 godzin spędzonych w pracy.

Emerytury rodziców oraz skromna pensja Piotrka pozwalają przeżyć. Cały czas szuka nowej pracy. Warszawa, Gdańsk, Wrocław. Nieważne. Byle mógł się sam utrzymać.

Marta, 26 lat. Martę, podobnie jak Piotrka, znam od lat. Absolwentka psychologii Uniwersytetu Jagiellońskiego. Dyplom z wyróżnieniem. Dwa języki obce. Liczne staże w działach HR. Docelowo właśnie w HR chciała pracować.

W trakcie studiów pomagali jej rodzice. Po ich zakończeniu miała trzy miesiące na znalezienie wymarzonej pracy. Na dłuższe poszukiwania nie mogła sobie pozwolić. Potem musiała iść do jakiejkolwiek.

Wymarzonej pracy nie było. Znalazła za to zatrudnienie w jednej z krakowskich restauracji. Po znajomości. Nie powinno dziwić, że potrzebowała znajomości do dostania tej pracy. Z napiwkami od bogatych turystów z zagranicy, zarabia średnio 5 tyś zł netto miesięcznie.

Pytałem czy szuka jeszcze wymarzonej pracy. Po długim zastanowieniu powiedziała, że tak.

One thought on “Absolwent bez pracy – dlaczego? Dalsze przykłady i dalszy ciąg dyskusji

  1. Mam świadomość, że los Jana Kamińskiego i najnowsze przykłady Piotrka i Marty to nie są odosobnione przypadki. Bezrobocie wśród młodzieży, w tym zdolnych absolwentów uniwersytetów to nie wydumany problem, ale realia, które nas absolutnie nie wyróżniają. Powiedziałbym wręcz, że nie jest aż tak tragicznie jak gdzie indziej, ale słaba to pociecha, szczególnie dla tych młodych ludzi. Mam świadomość, że dla każdego z nich to dramat na starcie, który łamie ich entuzjazm i młodzieńczy zapał i optymizm życiowy.

    Niemniej posługując się wyłącznie takimi przykładami w opisie losów absolwentów fałszujemy rzeczywistość no i uprawiamy jakieś czarnowidztwo i siejemy po prostu defetyzm.
    Dla zrównoważenia dam inny przykład znany mi osobiście:

    Maria, lat 26, absolwentka Politechniki Warszawskiej, wydział budownictwa. Studia również ukończone z oceną bardzo dobrą. Po studiach nie miała dłuższej przerwy bez pracy niż 2 tygodnie. Obecnie pracuje w dużej korporacji budowlanej realizującej duży projekt w stolicy. Umowę na pracę (już przedłużaną) ma do końca czerwca (to jest jej trzecia praca). Pod koniec roku zda zapewne egzaminy na uprawnienia budowlane co wzmocni jej pozycję. Zarabia netto 3200zł. Kupiła 40 metrowe mieszkanie na obrzeżach Warszawy, biorąc dwie pożyczki, jedną na 25 lat. Było to możliwe dzięki znaczącemu wsparciu jej rodziców (wiem, nie każdy tak ma), którzy wsparli ją kwotą prawie 35% wartości tego mieszkania. Jest zadowolona z tych osiągnięć, ale byłaby jeszcze bardziej zadowolona, co podkreśla, gdyby sama na to wszystko zapracowała, bo Maria jest akurat bardzo ambitnym „egzemplarzem”:)).
    Pracują z nią w jednym biurze 2 koleżanki z jej grupy na studiach. Jedna ostatnio straciła pracę ponieważ była po prostu kiepska, więcej czasu spędzała na czacie i portalach społecznościowych, niż wykonywała swoje obowiązki (znam te fakty z relacji Marii).
    W firmie pracują dziennie 10 godzin, co jest głupotą ze strony pracodawcy, ponieważ nie jest możliwe fizycznie, aby nawet bardzo młody człowiek przepracował bardzo efektywnie, na maksa, te 10 godzin przed ekranem komputera. Kto jest winien, że pracują po 10 godzin? Pracodawca czy pracownicy? Winę rozłożyłbym równo, ze wskazaniem na pracowników. Jest wolny kraj, można się zorganizować w związek zawodowy i korporacji zrobić „kuku”, nauczyć ich rozumu.

    Gdybyśmy się rozejrzeli, każdy wokół siebie, to przecież nie widzimy tylko bezrobotnych młodych ludzi. Dlatego piszmy o takiej Polsce, takiej rzeczywistości jaka ona jest. Owszem podnośmy problem bezrobocia, bo jest ono problemem, ale proponujmy jednocześnie realistyczne rozwiązania, podpowiadajmy, dzielmy się pozytywnymi doświadczeniami, a nie oczekujmy, że państwo ma to załatwić, bo na takim wyczekiwaniu upłynie każdemu następne kolejne 5 lat na bezrobociu. Niech się młodzi dzielą doświadczeniem, szczególnie ci młodzi, którzy wystartowali ze swoją działalnością gospodarczą, bo w tym tkwi znaczący klucz do rozwiązania problemu bezrobocia.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s