Platforma Obywatelska – rachunek słabości zwycięzców

Wygrana Platformy Obywatelskiej jest wyrazista. Trudno przesądzać o wszystkim bez oficjalnych, ostatecznych wyników, ale odnowiona koalicja PO-PSL wydaje się najbardziej prawdopodobna. Co to oznacza dla kraju i dla przyszłego rządu?
Platforma winna przede wszystkim dokonać rachunku swoich słabości. Zwyciężyła, ale nie powinna zapominać o tym, jak wielu wyborców głosowało jedynie z braku lepszej opcji, przeciw PiS. Sukces ruchu Palikota, będąc sygnałem schorzeń kultury politycznej, może być również traktowany za jeden z mankamentów zwycięstwa PO.
Platforma musi zdobyć się na więcej inicjatywy i na zwracanie się do społeczeństwa, a nie tylko do swoich opononetów. Opłakany stan „Fundacji Obywatelskiej” instytucji związanej z PO i przeznaczonej do takiego dialogu wymaga z pewnością zmiany, jeśli PO ma utrzymać swoje oddziaływanie.
Platforma musi zadbać o właściwy nabór do partii i właściwe mechanizmy awansu. Do dzisiaj, choć PO ma przeciętnie młodszych wyborców, to jednak młodzież zostawiona jest przez tą partię samej sobie.
Słabością PO jest też niska frekwencja. Trudno jest rządzić, gdy tak wielu ludzi nie jest zainteresowanych polityką, dystansują się od niej lub wprost nią pogardzają. Stworzenie w państwie szerokich form edukacji obywatelskiej jest czymś niezbędnym a zarazem bardzo trudnym.
PO znajdzie się między tradycjonalistami z PiS, starającymi się zmonopolizować narodową symbolikę, a super modernistą Palikotem, którym głosi, że całą polską tradycję wraz z Kościołem należy wyrzucić do kosza (SLD nigdy nie było tak radykalne). Powinno to skłonić PO do wypracowania znacznie bardziej dojrzałej polityki historycznej (kultury pamięci), od której formacja ta dotychczas wyraźnie stroniła.
Jeśli PO chce przetrwać tą kadencję i stać się (niezależnie od wyników przyszłych wyborów) trwałym nurtem polityczno-ideowym musi zdecydowanie bardziej zadbać o własną tożsamość i jakość prowadzonych debat. Ataki prowadzone na PiS, gdy zwycięstwo jest odniesione, mogą PO bardziej szkodzić niż pomagać. Rządy PO, jeśli mają być udane potrzebują ucywilizowania języka polskiej polityki i poprawy jakości debat publicznych. Znów wraca problem mało dotychczas użytecznej, bo niemrawej instytucji, jaką jest Instytut Obywatelski.
Oczywiście zwycięscy, zamiast rachunku słabości, mogą ogłosić triumf. Będzie to nie tylko niebezpieczne dla PO, ale i całego kraju. Druga kadencja w okresie kryzysu może okazać się dużo trudniejsza od pierwszej. Rządząca przez dłuższy czas partia gromadzi też wielu konformistów i lizuzów (dzieje się tak z każdą partią rządzącą). I istotnie Premier Tusk miał rację, że „nie miał z kim przegrać”. Co jednak będzie, jeśli ta jedyna siła, która „mogła wygrać” zacznie słabnąć”?
Dylematy polityki gospodarczej – konieczność oszczędności i potrzeby inwestycji w nowoczesność – będą wymagały wielu trudnych decyzji, często nie przysparzających popularności.
Zwrócić trzeba uwagę, że paradoksalnie również nader słabym punktem rządów PO będzie marna opozycja. Rozbita lewica długo się nie pozbiera. Pozbędzie się najpewniej nieudolnego Napieralskiego, trudno jednak będzie o nową twarz skutecznego przywódcy. Młodzież spod znaku „Krytyki politycznej” i Sierakowskiego jest chyba jeszcze nie dość dojrzała by przejąć ster. Po PiS w obecnym stanie trudno się niestety spodzieać, że będzie konstruktywną opozycją. Stosunkowo dobry wynik ok. 30% nie pozwala myśleć o zmianie szefa. Zresztą ta wodzowska partia rozpadła by się najpewniej bez Jarosława Kaczyńskiego. Można spekulować czy część młodzieży związanych ze środowiskami „Frondy”, Fundacji Republikańskiej, czy mogący mieć wpływ na te środowiska wpływowy tygodnik „Uważam Rze” nie zechcą szukać nowej twarzy dla polskiego konserwatyzmu. Na ten temat jest jednak spekulować zdecydowanie za wcześnie.
Najniebezpieczniejszy dla PO okazać się może ruch Palikota. Jego hasło „przyjaznego państwa” jest, jak się okazało, chwytliwe, choć jest to polityk, którego przecież właśnie nie wiele ponad owe 10% jest w stanie traktować jako przyjaznego. Jego wulgarny antyklerykalizm może zaogniać konflikty. Jego świadomie skandalizujące zachowanie odwracać może uwagę od istotnych problemów i czynić z życia politycznego magiel. I to wszystko dziać się będzie w parlamencie. Obecność populizmu i demagogii bardzo przeszkadza dobremu rządzeniu. Ci, którzy się pocieszają, że Palikot jest rzekomo inteligentny i zrozumie, że trzeba się ustatkować mogą się srogo rozczarować. Jego kampania wyborcza z pewnością na to w każdym razie nie wskazuje. Wodzowski już dziś styl zachowania również tego nie znamionuje.
Zwycięska Platforma nie ma więc przed sobą łatwego zadania. To, że sama formacja może rządzić drugą kadencję jest świadectwem stabilizacji polskiej polityki, wbrew wszystkim narzekaniom (skąd inąd słusznym) na stan kultury politycznej. Z tego można być zadowolonym. Aby jednak spełnić nadzieje, jakie mogą być związane ze zwycięstwem Platformy musi ona przezwyciężyć swoje słabości, które są równie widoczne jak jej obecny wyborczy sukces.

Reklamy

3 thoughts on “Platforma Obywatelska – rachunek słabości zwycięzców

  1. Trudno nie zgodzić się z Pana oceną, choć moim zdaniem parlament będzie przypominał magie bardziej za sprawą PIS niż Palikota. Konformiści i lizusi, o których Pan pisze, nie spadają z nieba. Ktoś przyjmuje ich do partii i umieszcza na listach. Słaba merytorycznie opozycja nie będzie dobrym recenzentem działań rządu, a to duże zagrożenie dla jakości jego działań (samozadowolenie). Co do kultury to jest jej mało, a ta polityczna nie istnieje.

  2. Pisze Pan, że młodzież spod znaku „Krytyki politycznej” i Sierakowskiego jest chyba jeszcze nie dość dojrzała by przejąć ster. Podejrzewam, że jest gorzej. Ona jest po prostu klerkowska, w złym tego słowa znaczeniu. Jest też politycznie kanapowa (nie dlatego, że jest ich tak mało), i jak na razie dobrze się na tej kanapie czuje. Oczywiście, mogłaby być doskonałym zaczynem lewicowego nowoczesnego think tanku , ale z kolei ze strony tzw. starej lewicy spod znaku SLD (a faktycznie aparatu SLD-owskiego) nie ma żadnego zapotrzebowania na intelektualny namysł.
    Co do Palikota. Nie sądzę, by on całą polską tradycję wraz z Kościołem chciał wyrzucić do kosza. Nie spotkałem się nigdy z taką jego wypowiedzią, choć trzeba przyznać, że jest wojowniczo antyklerykalny. Lecz od antyklerykalizmu do „palenia kościołów” i deprecjacji chrześcjańskich korzeni naszej kultury droga daleka.
    Zastanówmy się jednak przez chwilę, czy czasem „wulgarny antyklerykalizm” Palikota nie jest wprost odpowiedzią na nachalne klerykalizowanie publicznych wystąpień i mieszanie sacrum i profanum w praktyce politycznej naszego państwa? Poczynając od państwowych uroczystości z udziałem księży, poprzez demonstracyjne wieszanie i stawianie krzyży, modlitwy w Sejmie (o deszcz), comiesięczne procesje na Krakowskim Przedmieściu, zastępowanie argumentacji merytorycznej aksjomatyzacją ideologiczno-religijną dyskusji publicznych i praktyk prawnych ( ustawa o in vitro, przerywanie ciąży), po codzienne lekcje religii w szkole, które w dużej części przypadków stoją na bardzo niskim (a niekiedy skandalicznym) poziomie, dla których nie ma też alternatywy w postaci religioznawstwa, etyki czy choćby propedeutyki filozofii.
    Ciekawe, wielu to zauważa, że właśnie ów antyklerykalizm prawdopodobnie przyciągnął tą najmłodszą część wyborców Palikota. Ci młodzi ludzie, być może nie do końca potrafiący wyartykuować swoje oczekiwania, tak naprawdę tęsknią za państwem zsekularyzowanym, takim jakimi są chociażby Francja, Niemcy, Belgia, Holandia, W. Brytania. Są to przecież państwa przez nich znane, za miedzą, odwiedzane (również w pogoni za chlebem), a do których modelu państwa nam przecież daleko. Śmiem przypuszczać, że Palikot wyczuł te nastroje, zobaczył też, że politycznie ten teren został de facto porzucony przez SLD, i to wykorzystał.

  3. Co do Platformy po wyborach ,musi wyrazniej okreslic prace przyszlego rzadu.Boje sie ze w koalicji z PSL-em dalej bedziemy tkwic w marazmie.NIEwygodny jest trzeci do gry ale przy dobrym okresleniu umowy koalicyjnej mozliwa by byla wspolpraca z Palikotem co spowodowalo by nie spowalnianie prac rzadu przez PSL. MYsle ze dla celow kampani wyborczej Palikot przekroczyl granice dobrego smaku co nie znaczy ze nie da sie utemperowac bedac w koalicji. Nie bedzie latwo polska nie bedzie czerwona ale moze nabrac rumiencow.Wladza patrzy z gory i widzi glowy PSL dol i widzi nogi , Palikot trafil w srodek.Dlatego dziekowac komitetowi PO za Tuskobus zobaczyl srodek a to na przyszlosc jak znalazl

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s