Ekonomia polityczna w czasach kryzysu jest dla wszystkich

Polacy po 89 wzięli wielką lekcję ekonomii. Była to przede wszystkim lekcja liberalizmu. Lekcję dobrą i skuteczną. Następnym etapem jest poszerzenie i pogłębienie tego kursu ekonomii politycznej. Nie ma co porzucać tego, czego nauczyło się społeczeństwo o działaniu rynku. Trzeba to uzupełnić o wiedzę o związku naszych portfeli z wielką polityką w czasach kryzysu światowej gospodarki.

Tego można oczekiwać od dobrej kampanii wyborczej. A  tego właśnie nie ma i będzie to stanowić wielki problem, dla każdego rządu, jaki powstanie po tych wyborach. W gospodarce bowiem nie ma cudów, jest tylko dobra, zła a czasem katastrofalna (jak w Grecji) kalkulacja. A te katastrofalne kalkulacje są produktem tchórzliwych polityków i czasem jeszcze bardziej skutkiem ogłupiałych mediów.

Oszczędzać zaczyna Ameryka. Toczy  się tam m.in. debata, jak podwyższyć podatki bogatym, Poparł to Bill Gates, choć znaczna część republikanów protestuje. Czy amerykańskie spory to dla nas abstrakcja? Nie. Polska ma też oszczędzać. Temat ten jednak nie pojawia się w poważniejszych sposób w kampanii wyborczej. PiS zapowiada, że pieniędzy dołoży, a PO boi się oczywiście tracić głosy i milczy.

Drugim istotnym czynnikiem jest brak czytelnej i powszechnie zrozumiałej, bezstronnej publicystyki ekonomicznej. Nie ekonomista musi wysłuchiwać pokrzykiwania na siebie licznych „guru” od gospodarki, nikt jednak nie stara się mu wytłumaczyć o co chodzi. Ekonomia jest oczywiście dziedziną niezwykle skomplikowaną, ale pewne sprawy dają się w uproszczeniu objaśnić. Opinia publiczna musi w takich debatach uczestniczyć, rozumiejąc jakie konsekwencje mają poszczególne „fachowe” rozstrzygnięcia, zarazem być na tyle dobrze poinformowana, by nie ulegać całkowitym szarlatanom i demagogii.

Jak jest się zadłużonym, to trzeba oszczędzać. To wie każdy. Polska jest zadłużona na ok.750 mld, co stanowi 53% naszego PKB. Jest to proporcjonalnie o wiele mniej niż w innych krajach Unii. Gdyby światowa sytuacja gospodarcza była w lepszym stanie, nie byłoby to niebezpieczne. Jeśli byłby wzrost gospodarczy, to dług relatywnie z czasem malałby. Wiadomo, jeśli rośnie moja pensja, to moje długi stają się relatywnie coraz mniejsze. Mam problem, gdy moja pensja nie rośnie, a procenty narastają. Obecny kryzys światowej gospodarki powoduje, że nasz wzrost gospodarczy jest zagrożony.

Robiąc plan finansowy państwa na rok następny (i dalsze lata) trzeba to wszystko brać pod uwagę. Skoro nie ma wzrostu lub jest mały, to znaczy, że trzeba oszczędzać. Ale na czym i na kim można oszczędzić? Odpowiedz jest tylko jedna. Jak rodzina jest zadłużona, to wszystkie dzieci dostaną mniej zabawek, a mama z tatą nie kupią nowego samochodu. Z publicznymi finansami jest do pewnego stopnia tak samo. Oszczędzić może tylko społeczeństwo. Demagogią jest powiedzenie, że rząd oszczędza na społeczeństwie. Tak powiedzieć może tylko demagogiczna opozycja (wiadomo bowiem, że wszelkie rządy mają przede wszystkim tendencje do rozdawania społeczeństwu zabawek, nie zaś do mówienia mu, że mu zabawki odbiorą. Rząd, który miałby jakaś zabawkę odebrać społeczeństwu, choćby to nawet było konieczne, gdy opozycja wrzeszczy, że to niepotrzebne, pewnie tego nie zrobi. Tak było w Grecji).

Analogii z rodziną-państwem  nie można jednak posunąć zbyt daleko. Ważna jest też analogia między  państwem a przedsiębiorstwem. Żeby mieć zysk trzeba zainwestować. Skąd inwestować jednak, skoro trzeba oszczędzać? Zdaje się to błędnym kołem. Gdy nie ma długu, można się zadłużyć. Bowiem dług może dawać środki na inwestycje (choć te mogą okazać się opłacalne lub nieopłacalne). Gdy dług jednak jest duży, nie można go powiększyć.

Jaki stąd wniosek? Trzeba oszczędzić nie tylko na spłatę długu, ale jeszcze na inwestycje. Tylko inwestycje mogą pobudzić wzrost gospodarczy, a bez wzrostu nie ma spłaty długu. Owa potrzeba „podwójnego oszczędzania”  – na spłatę długu i inwestycje –  praktycznie oznacza możliwość zatrzymanie poprawy poziomu życia lub nawet jego pogorszenie. Sposobem wyciągnięcia od społeczeństwa pieniędzy są m.in. podatki. O tym właśnie dyskutuje się w Ameryce. U nas milczy się.

Jedni bujają w obłokach i jeszcze wciąż śnią o podatku liniowym, inni chcą wciąż coś rozdawać.

Kluczowym zagadnieniem politycznym staje się zaś po pierwsze, które grupy  społeczne będą „oszczędzaniem” najbardziej dotknięte (np.: czy rolnikom dzięki KRUS tak się poprawiło, że można im już dalej ekstra nie dokładać – kontrargumentem będzie to, że wieś przeciętnie ma wciąż gorzej niż miasto).

Po drugie zaś, czy chcemy i możemy zaoszczędzić tyle, aby starczyło na rozwój w kierunku nowoczesności, a nie tylko na przetrwanie i płacenie odsetków. Jeśli ktokolwiek mówi o nowoczesnej Polsce, to jeśli chce być poważny, musi powiedzieć, skąd wziąć na nią pieniądze.

Dbając o własną kieszeń i o własną przyszłość, trzeba zacząć znów, jako społeczeństwo, uczyć się ekonomii. Bardzo źle, że obecna kampania wyborcza temu nie pomaga.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s