Wybory bez kampanii wyborczej

Kampanie wyborcze nazywane są świętem demokracji.  To czas intensywnych publicznych debat. Trudno uznać obecny okres przedwyborczy za takie święto. Gdyby nie wciąż ponawiane spekulacje kto wygra, trudno by się nawet domyśleć, że wkrótce pójść mamy do  urn. Brak kampanii wyborczej, obniżyć może  frekwencję wyborczą. Może też ułatwić dostanie się do sejmu postaciom marginesowym i nieodpowiedzialnym. Dlaczego tak się dzieje?
P.Kaczyński wyraźnie nie chce debaty z p.Tuskiem. Decydować o tym może nie tylko złe doświadczenie z kampanii prezydenckiej. „Prawu i Sprawiedliwości” może się wydawać, że PO biorąc udział w dyskusjach z mniejszymi partiami (jak stało w debacie o polityce zagranicznej) samo pozbawia się nieco znaczenia. Będzie atakowane i będzie traciło punkty, podczas gdy PiS stojąc z boku będzie zyskiwał.
Taka dyskusyjna absencja może też odpowiadać części elektoratu PiS, któremu w wyborze tej formacji, nie chodzi o jakieś szczegółowe kwestie, lecz o wybór „innej drogi”. Ci wyborcy chcieli by widzieć w p.Kaczyńskim niezłomność, nie zaś polityka, który wikła się w drobiazgowe spory. Debata z p.Tuskiem jest więc przy takiej kalkulacji niepotrzebna.
Ponadto taka debata ożywiając kampanię mogłaby bardziej zmobilizować zwolenników PO niż PiS.
Zupełnie inaczej wygląda kalkulacja ze strony Platformy Obywatelskiej. Niby proponuje ona taką wielką debatę, ale nie czyni tego z wielkim sercem. Sondaże są dla PO w zasadzie bardzo korzystne. Dyskusja Tusk-Kaczyński, mogła by wywołać duże poruszenie i wzrost emocji. Nawet jeśli p.Tusk byłby zwycięzcą, nie wiadome, jakie byłyby dalsze skutki.
Niższa frekwencja wyborcza, spekulują niektórzy, to sytuacja mniej korzystna dla PO. Z drugiej jednak strony w prawie wszystkich sondażach to właśnie w grupie respondentów zdecydowanych iść do wyborów liczba zwolenników PO jest najwyższa.
Skoro jest więc całkiem dobrze, lepiej nie dostarczać opinii publicznej zbyt dużej porcji wrażeń, które mogłyby sytuację skomplikować.
Również SLD sprawia wrażenie, jakby wynik wyborów w granicach 10% całkowicie ich zadawalał. Od pewnego czasu można mieć wrażenie, że nie chodzi tej partii o wiele więcej, jak tylko o utrzymanie się w sejmie. Partia ma być lewicowa, gdyby jednak nie dyskusja o aborcji i skrzydło feministek, trudno byłoby to rozpoznać.
Ta bierność dużych partii, może dawać szansę ugrupowaniom i politykom, którzy wg. sondaży najprawdopobniej mogą się w sejmie nie znaleźć. Janusz Palikot lub Janusz Korwin-Mikke chcą przyciągać, z czego są znani, ekstrawagancją i arogancją. Ostatnia książka p.Palikota wskazuje, że byłby on dobrym redaktorem prasy bulwarowej, nie koniecznie jednak, że nadaje się do parlamentu. Najgorsza nawet porażka nie odwiedzie też pewnie p.Korwina-Mikke od startu w następnych wyborach prezydenckich.
Brak kampanii wyborczej, obniżyć może więc frekwencję wyborczą, i tak niską, co z pewnością kulturze politycznej nie służy. Może też ułatwić dostanie się do sejmu postaciom nieodpowiedzialnym, dla których parlament staje się miejscem celebryckich popisów.

Reklamy

2 thoughts on “Wybory bez kampanii wyborczej

  1. Debatowanie o debacie w okresie przedwyborczym jest, delikatnie mówiąc, niemądre. Pomija bowiem oczywisty fakt, że wyborcom debata należy się wówczas jak psu micha a politycy, którzy się od niej uchylają przekazują wyborcom komunikat- zostańcie w domu, im więcej was tam zostanie w dniu wyborów, tym bardziej ważyć będą głosy członków naszych partii i jej beneficjentów, którzy w wąsko rozumianym własnym interesie i tak pójdą na nas głosować. I nie dotyczy to tylko tych, którzy debatować nie chcą (J.K) ale i tych, którzy udają,że im to przeszkadza (D.T). Cóż bowiem panu D.T przeszkadza w debacie pośredniej z głównym oponentem- to jest takiej w której odnosi się on rzeczowo do zarzutów przeciwnika wyrażanych w mediach. Skoro tego nie robi- wpisuje się na listę polityków, którzy lekceważą swój podstawowy wobec wyborców obowiązek.

    1. Politykom należy przypominać o ich obowiązkach i do nich należy prowadzenie stałych debat publicznych, cały czas i szczególnie w okresie kampanii wyborczej. W ten sposób komunikują opinii publicznej, kim są i co mają zamiar robić.
      Gdy milczą można w uzasadniony sposób podejrzewać ich o cynizm, polegający na tym, że ludzie i tak jakoś pójdą do wyborów (choć pójdzie ich mniej) i kogoś, jakoś tam, w końcu wybiorą. I taki milczący polityk się jakoś przemknię na posadę posła.
      Problem w tym jeszcze, że wielu polityków myli debatę z publicznym zwalczaniem nie tyle oponentów (bo jak się merytorycznie nie dyskutuje, to nie ma oponentów) co przeciwników i politycznych wrogów. Zamiast mówić do rzeczy, mówią źle o kimś (w taki sposób zachowują się też media)
      Można by jakoś wyróżniać polityków za bardziej merytoryczne wypowiedzi i wskazywać na tych, którzy są tylko opluwaczami innych.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s