Polsko-niemiecka asymetria (jak daleko sięga?)

W związku z dyskusją jaką sprowokował Waldek Kuczyńśki podając dane stat. dla polskiej i niemieckiej gospodarki, zamieszczam ten rozdziamojej książeczki Jak rozmawiać z Niemcami (jej współautorem jest aWaldek Czachur)

Słowo „asymetria” stało się w dialogu polsko-niemieckim pojęciem, które z jednej strony odzwierciedla rzeczywistość, z drugiej zaś narzuca pewien sposób interpretacji relacji bilateralnych i myślenia o nich. Trudno jest oczywiście zaprzeczyć, że Niemcy są krajem o wiele bogatszym od Polski. Więc nie można unikać pojęcie asymetrii, ale nie można go też nadużywać. Dlatego pytamy, jak wielka jest jednak ta różnica między Niemcami a Polską? W Polsce nierzadko napotyka się opinię, że gospodarka niemiecka jest osiem czy nawet dziesięć razy większa od gospodarki Polski i w ogóle Niemcy są wielkim mocarstwem, a my takim biednym, małym krajem. Takie spojrzenie na rzeczywistość jest dla Polski mało korzystne, ponieważ wyolbrzymia wyabstrahowane nierealne dysproporcje.

Warto przy analizie potencjałów Polski i Niemiec spojrzeć więc trzeźwym okiem na statystyki. Oczywiste jest, że i one nie są wolne od pewnego zniekształconego wizerunku rzeczywistości, lecz są próbą jej zobiektywizowania.

Patrząc na populację Polski i Niemiec na przestrzeni ostatnich lat, potencjał ludnościowy Polski i Niemiec jest dość trwały i wynosi w przybliżeniu jeden do dwóch. Omawiane wcześniej prognozy demograficzne wskazują na utrzymanie się tych relacji.

Tabela: Ludność Polski i Niemiec w latach 1929-2008

1929 1938 1950 1970 1989 2000 2008
Niemcy

64 739

68 558

68 375

77 783

78 645

82 188

82 370

Polska

27 856

31 062

24 824

32 778

37 970

38 654

38 501

Potencjał ludnościowy Polski w odniesieniu do niemieckiego

42%

45%

36%

42%

48%

47%

47%

Źródło: Maddisson (http://www.ggdc.net/maddison/) (15.10.2008)

Również zdolność gospodarcza obu krajów, która mierzona jest przy pomocy produktu krajowego brutto (PKB), jest istotnym kryterium przy ocenie potencjałów Polski i Niemiec.

Tabela: Dochód narodowy mierzony w dolarach Geary-Khamisa

1929 1938 1950 1970 1989 2000 2006
Niemcy

 262 284

 342 351

 265 354

 843 103

1 302 212

1 556 928

1 647 840

Polska

58 980

67 788

60 741

 144 018

 215 815

 282 517

 349 681

22%

19,5%

22%

17%

16,5%

18%

21%

Źródło: Maddisson (http://www.ggdc.net/maddison/) (20.10.2008)

Stosunek gospodarek Polski i Niemiec to relacja w skali jeden do pięciu (1:5), i co łatwo stąd obliczyć – stosunek poziomu życia na 1:2,4. Dwa razy większe ludnościowo Niemcy mają pięć razy większą gospodarkę i cieszą się dochodem dwa razy wyższym od Polaków. Należy jednak dodać, że w ostatnim okresie, po roku 1989 Polska wyraźnie skraca dystans do Niemiec po zapaści gospodarczej lat 80. Jeśli prognoza PKB per capita Polski za rok 2008 wynosi 54,9% średniej europejskiej, a Niemiec 111,7%, podczas gdy jeszcze dziesięć lat temu PKB Polski wynosiło 47,9% średniej europejskiej a Niemiec 122,7%[1].

Przywołajmy jeszcze dane z innego miarodajnego źródła, z corocznie wydawanego przez renomowany tygodnik brytyjski „The Economist” zbioru danych statystycznych. Dochód narodowy na osobę w roku 2007 wynosił dla Niemiec 70% dochodu Stanów Zjednoczonych, a dla Polski 33,1%. Daje to również stosunek zbliżony do 1:2[2].

W szczególnych przypadkach sytuacja jest bardziej zróżnicowana. Porównując jeden z najbogatszy landów niemieckich, jakim jest Bawaria lub Badenia-Wirtembergia, z najbiedniejszym polskim województwem, jakim jest województwo warmińsko-mazurskie, otrzymamy stosunek 1:10. Jeśli jednak uczynimy odwrotnie porównując GDP landu Meklemburgia – Pomorze Przednie (najbiedniejszego w Niemczech) i województwa mazowieckiego (najbogatszego w Polsce) mierzone siłą nabywczą (GDP – PPP), to okaże się, że mazowieckie to 76,8% średniej europejskiej, a Meklemburgia 78,6%, czyli praktycznie to samo. Są to dane z roku 2004. Biorąc pod uwagę tempo rozwoju gospodarczego, można przyjąć, że w roku 2008 województwo mazowieckie wyprzedziło już Meklemburgię, gdy chodzi o siłę nabywczą na osobę, czyli że przeciętny mieszkaniec Mazowsza może kupić więcej niż przeciętny mieszkaniec Meklemburgii.

Porównanie to znajduje potwierdzenie jeszcze według innej miary. Zgodnie ze wskaźnikiem szans wzrostu społeczno-gospodarczego sporządzonego przez berliński „Institut für Bevölkerung und Entwicklung” (Instytut ds. ludności i rozwoju) aż trzy niemieckie regiony Turyngia (4,04), Meklemburgia (4,08) i Saksonia-Anhalt (4,17) mają gorszy wskaźnik niż Mazowsze (3,92). Po polskiej stronie nie należy wyciągać z tego zbyt daleko idących wniosków, bowiem wszystkie pozostałe polskie regiony mają gorszy wskaźnik, tym niemniej widać z tego przykładu, że polsko-niemiecka asymetria winna być postrzegana dynamicznie i niekiedy również w szczegółach[3].

Potencjał danego kraju może być też mierzony wykształceniem jego mieszkańców. Jak wygląda porównanie Polski i Niemiec z punktu widzenia „społeczeństwa wiedzy”?

W roku 1989 w Polsce zaledwie 7% obywateli posiadało wyższe wykształcenie, co stanowiło jeden z najniższych wskaźników w Europie. Było to smutne dziedzictwo PRL-u. Transformacji ustrojowej towarzyszył w Polsce prawdziwy boom edukacyjny. Od połowy lat 90. około 40% młodych ludzi w wieku 19-24 kształci się na wyższych uczelniach. Również wiele starszych osób podjęło studia. Procent społeczeństwa z wyższym wykształceniem systematycznie rośnie. Dziś około 17% Polaków posiada wyższe wykształcenie (na poziomie licencjackim i uniwersyteckim), w Niemczech 22%. Dystans między Niemcami a Polską zasadniczo zmalał i wciąż maleje[4]. W Polsce studiowało w roku akademickim 2006/2007 1941,4 tys. studentów na 38 165 mln mieszkańców, a w Niemczech 1974 tys. na 82 469 mln, przy czym tendencja w obu krajach jest spadkowa[5]. Polska ma zatem dwa razy więcej studentów niż Niemcy, w stosunku do liczby ludności.

Statystyka wykształcenia to jednak nie wszystko. Pozostaje jeszcze pytanie o jakość, a jakość kształcenia znacznie trudniej porównywać – szczególnie trudno porównywać szkolnictwo wyższe. Nader szybki rozwój szkolnictwa akademickiego w Polsce z natury rzeczy nie pozwalał na to, by wszędzie poziom nauczania był taki jak na Uniwersytecie Warszawskim czy Uniwersytecie Jagiellońskim. Powstały liczne prywatne uczelnie, wobec których zgłaszane są daleko idące zastrzeżenia. Trudno jest też dokonać ogólnego porównania w skali obu krajów. Wiadomo, że niektóre uczelnie cieszą się szczególnym prestiżem, inne uchodzą za prowincjonalne. I tak w Academic Ranking of World Universities z 2008 roku wśród najlepszych stu europejskich uniwersytetów znajdują się 24 niemieckie uczelnie, z uniwersytetem w Monachium na 13 miejscu, nie ma natomiast żadnej polskiej uczelni. Uniwersytet Karola w Pradze zajmuje końcowe, setne miejsce[6]. W światowym rankingu, również przeprowadzonym przez Academic Ranking of World Universities w tym roku Uniwersytet Warszawski i Uniwersytet Jagielloński zajmują pozycję w trzeciej setce, uniwersytet w Monachium 55 miejsce[7].

Istnieją jednak miary jakości kształcenia na poziomie szkoły średniej. Są okresowo przeprowadzane badania PISA. Jak wypada w nich Polska, a jak Niemcy? Nasi sąsiedzi zajmują w zakresie nauk przyrodniczych 10 miejsce, a Polska 22, jednak już w zakresie kompetencji czytania Polska jest wyżej i zajmuje 7 miejsce, a Niemcy – 12. Mała różnica jest również widoczna w naukach matematycznych – Polska zajmuje 22 miejsce, a Niemcy – 16[8]. Polskie wykształcenie średnie, choć trochę gorsze, jest wobec tego porównywalne z niemieckim.

Wyraziste różnice widoczne są jednak w innych sektorach, i tak np. Niemcy przeznaczają już od lat około 2,4% PKB na badania i rozwój, podczas gdy wydatki Polski na ten cel oscylują w granicach 0,5%. Sytuacja ta ma wpływ chociażby na ilość rejestracji patentów w Europejskim Urzędzie Patentowym. W roku 2005 Niemcy zarejestrowały 22 219 patentów, natomiast Polska tylko 108. Dziwić może ta różnica, patrząc na liczbę osób zatrudnionych w sektorze opracowującym wysokie technologie. Polska zatrudnia około 5% a Niemcy tylko dwa razy więcej. Jednak różnica ta wskazuje na efektywność organizacji niemieckiej nauki, na skuteczną synergię przemysłu i badań[9], szczególnie w sektorze nauk technicznych. I tak, jeśli chodzi o ranking innowacyjności w skali światowej z roku 2008, to Niemcy zajmują ósme miejsce[10], Polska jest nieobecna. W rankingu krajów Unii Europejskiej Niemcom przypada czwarte miejsce, a Polsce 23[11].

Odczytując zróżnicowane dane statystyczne z dziedziny gospodarki i szkolnictwa, można powiedzieć, że obie strony popełniają podobny błąd percepcji. Niemcy uważają się na ogół za o wiele silniejszych od Polaków niż jest to w rzeczywistości, Polacy zaś myślą o sobie jako o wiele słabszych od Niemców niż to jest istotnie. Asymetria potencjałów między Polską a Niemcami jest duża, choć pod wieloma względami ulega ona zmniejszaniu. Mówiąc o tej asymetrii i biorąc ją pod uwagę, należy jednak posługiwać się nie stereotypami, lecz mierzyć realne proporcje.

Istotne pytanie, jakie wiąże się z kwestią asymetrii dotyczy tego, czy i jak szybko będzie się ona zmniejszać[12]. Jedną z zasadniczych motywacji wszystkich krajów przystępujących do UE, w tym również Polski, był i jest jej rozwój cywilizacyjny, czyli nadrobienie strat wynikłych z historycznych pomyłek. Jednak Niemcy – obciążone problemami demograficznymi, trudnościami transformacji wschodniej części i transformacji swego „socjalnego państwa dobrobytu”, które ciężko znosi przystosowanie do przemian we współczesnej gospodarce – będą relatywnie słabsze gospodarczo. To nasuwałoby wniosek, że dystans i asymetria między Polską a Niemcami będzie się dalej, a może jeszcze szybciej zmniejszać. Będzie się tak działo jednak tylko pod warunkiem, że rozwój gospodarczy Polski będzie równie szybki jak dzisiaj, a i niemiecki nie będzie się zmieniał. Amerykański ekonomista, James K. Galbraith, zadaje ciekawe pytanie, czy 50. obchody rocznicy traktatu w Maastricht obchodzone będą w atmosferze sukcesu czy też rozczarowania? Sukcesem było względne wyrównanie poziomów ekonomicznych poszczególnych krajów i regionów UE, porażką byłoby, gdyby zostały one zachowane, a nawet w jakiś sposób powiększyły się. Zakłada się, że wspólny rynek sprzyja wyrównaniu poziomów ekonomicznych, z pewnością jednak nie gwarantuje tego. Startując z niskiego poziomu, tak jak czynią to nowi członkowie UE z Europy Środkowo-Wschodniej, w tym Polska, stosunkowo łatwo jest o szybki wzrost gospodarczy. Wiele jednak wskazuje na to, że w tej części Europy brakuje długotrwałych czynników wzrostu, takich jak dostęp do nowych technologii, a problemy z demografią i energetyką mogą być tu równie poważne lub nawet poważniejsze niż w Niemczech. Wtedy dystans między Niemcami a Polską, przynależny do tego regionu, nawet przy założeniu osłabiania się Niemiec, może przestać się zmniejszać, a nawet w pewnym momencie ustabilizować się lub zacząć się na nowo powiększać. Silniejsza od polskiej gospodarka niemiecka lepiej może sobie dawać radę z przyszłymi trudnościami. Trudno tutaj jednak przewidzieć, jakie będą konsekwencje kryzysu finansowego, który wyhamował zarówno niemiecką jak i polską gospodarkę.

W tym sensie pytanie o polsko-niemiecką asymetrię jeszcze długo będzie aktualne i pozostanie pytaniem otwartym.


[2] Pocket World in Figures 2008.

[3] Berlin-Institut für Bevölkerung und Entwicklung: Die demografische Zukunft von Europa. Wie sich die Regionen verändern, s. 17.

[4] Ciekawe są dane dotyczące struktury wykształcenia ludności pracującej. Pośród zatrudnionych 22% Polaków posiada wyższe wykształcenie (na poziomie licencjackim i uniwersyteckim), w Niemczech 25%.[4] Procent ludności jedynie z wykształceniem podstawowym wynosi w Niemczech i w Polsce odpowiednio 15% i 10%, natomiast procent osób zatrudnionych z maturą jest w Polsce wyższy niż w Niemczech. (68% i 59%). Dane te jednak trzeba zrelatywizować faktem, że w Polsce w populacji w wieku 25-64 lata pracuje niż – ??? procent ludności niż w Niemczech. Zobacz: Berlin-Institut für Bevölkerung und Entwicklung: Die demografische Zukunft von Europa. Wie sich die Regionen verändern, s. 50-51.

[5] Dane według Der Fischer Weltalmanach 2008. Według informacji Polskiej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych „Polacy tworzą jedną z najlepiej wykształconych społeczności w Europie. W Polsce działa 126 uczelni państwowych, w tym: 17 uniwersytetów, 22 wyższe szkoły techniczne (politechniki, akademie techniczne) oraz 301 uczelni niepaństwowych. Pracuje w nich ponad sto tysięcy naukowców, z czego połowa z tytułem doktora”.

[9] Według analiz Niemieckiego Instytutu ds. gospodarki Niemcy są po USA najbardziej atrakcyjnym miejscem do pracy naukowej: Deutschland zweitgrößter Forschungsstandort für multinationale Unternehmen (http://www.diw.de/documents/publikationen/73/82520/08-18-1.pdf) (10.11.2008)

[10] DWI-Wochenbericht, Rückstand bei der Bildung gefährdet Deutschlands Innovationsfähigkeit (http://www.diw.de/documents/publikationen/73/90374/08-46-1.pdf) (13.11.2008)

[11] Henning Vöpel, Wie innovationsfähig ist Deutschland? – Ein Gesamtindikator zur Messung der Innovationsfähigkeit, „HWWI Research Paper“ 1-9, Hamburg, 2007.

[12] James K Galbraith, Maastricht 2042 and the Fate of Europe: Toward Convergence and Full Employment. Levy Economics Institute Public Policy Brief, No. 87, November 2006. Opublikowane również przez Fundację  Friedricha Eberta, International Policy Analysis Unit, March 2007.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s