Moi zmarli ze Smoleńska

Kształt sporów wokół katastrofy  smoleńskiej powoduje, że nie ukazała się księga jej ofiar. Wyobrażam sobie taką książkę, jako zbiór wszystkich biografii osób,  które zginęły owego tragicznego dnia.  I o każdej  znalazły by się dobre słowa, podkreślające ich zasługi i wszystko to, co można uznać za pozytywny wkład  w życie  publiczne. Osobiście myślę o osobach, które znałem trochę lepiej i o takich, których uważałem za moich przyjaciół. Janusza Krupskiego, jednego z twórców „drugiego obiegu” w latach 70, poznałem na studiach na KUL w latach 70. Również w tym czasie poznałem Stefana Melaka, który nieustępliwie i dzielnie walczył o prawdę o Katyniu. Aram Rybicki, jeden czołowych twórców opozycji w Gdańsku, był wielkim krytykiem Janusza Kurtyki. Zginęli jednak razem. ki Na pierwszym miejscu z oczywistych względów winien znaleźć się prezydent Lech Kaczyński. Księga pamiątkowa nie byłaby z pewnością miejscem by dokonać pełnego podsumowania jego kadencji i biografii. Myślę jednak, że nawet jego najbardziej zagorzali przeciwnicy, zdobyli by się w takiej księdze, na jego wysiłek pojednania z Ukraińcami. Jego konkurentem w wyborach prezydenckich miała być osoba o całkiem innej biografii. Nie znałem Jerzego Szmajdzińskiego. Jego przychylnie napisana biografia  do tego tomu pióra kogoś z prawej strony byłaby z pewnością gestem godnym pochwały. W obliczu tragedii blednąc winny polityczne podziały. O znaczenie dorobku każdej z tych postaci można  i trzeba będzie się w przyszłości wspierać, są  jednak momenty, gdyby podkreślanie tego co godne uznania i budzące szacunek winno stać na pierwszym miejscu.

Wspólną pamięć zastąpiły niestety niezwykle emocjonalnę  spory o przyczyny katastrofy. Opublikowanie rządowego raportu wcale nie stonowało emocji, a nawet do pewnego stopnia je wzmocniło. Jeśli chodzi o przebieg wydarzenia wiadomo już bardzo wiele – w istocie niemal wszystko, choć każdy szczegół wydaje się ważny.   Niezależnie od różnić obu raportów – rosyjskiego MAC i polskiego rządowego – jasne jest, że przyczyną katastrofy są poważne zaniedbania, brak ostrożności, nie przestrzeganie odpowiednich procedur. Jaka jest proporcja niedociągnięć po stronie polskiej i rosyjskiej jest w gruncie rzeczy drugorzędne. Po polskiej stronie trzeba się rozrachowywać z polskimi niedociągnięciami.

Zrozumiałe jest też, że nawet gdyby wiadomo było absolutnie wszystko zawsze znajdzie się pewien margines tych, którzy będą snuli najrozmaitsze spiskowe teorie, upierać się, że sprawę nadal owiewa tajemnica albo też że właśnie ową tajemnicę udawało im odsłonić (w broszurze o masowym nakładzie z obowiązkowym podtytej  „cała i nieznana dotychczas prawda”). Od dziesięcioleci katastrofa gibraltarska staje się powodem takich enuncjacji. Najrozmaitsi pseudohistorycy i rzekomi popularyzatorzy historii snują takie spekulacje do dzisiaj. I tak pewnie będzie również z katastrofą smoleńską. W wymiarze czysto ludzkim wydaje się ona nawet tragiczniejsza z uwagi na liczbę ofiar.  Wydarzyła się też na ona obcej ziemi, co pogłębia analogie. I do tego jeszcze na ziemi rosyjskiej. I bezpośrednim sąsiedztwie Katynia. Nagromadzenie symbolicznej materii o niesamowitym stężeniu. Kto z tego robić sensację, łatwo to zrobić.

W istocie jednak nie ten margines żądnych tajemnicy i zwolenników spiskowych teorii jest dziś najważniejszy. Dyskusja nie dotyczy tego, co się stało, ale tego czego symbolem ma być Smoleńsk i jak mają  być zapamiętani, ci którzy tam zginęli. Takich obecnych w publicznej debacie proponowanych  znaczeń i symboli jest co najmniej kilka.

Przede wszystkim katastrofa smoleńska staje się symbolem nie sprawnego polskiego państwa. Raport rządowy z całą pewnością dowiódł w dużej części winy po polskiej stronie, mimo niezgody na część wniosków rosyjskiego raportu. Rezygnacja ministra Klicha, dymisje w wojsku, wskazuje boleśnie na taką właśnie interpretację.

Należy jednak zwrócić uwagę, że ową polską winę rozumieć można w bardzo różny sposób. Można wyciągnąć wniosek, że należy natychmiast usprawniać procedury (nie tylko zresztą w wojsku), kupić jak najnowocześniejsze samoloty i dbać o szkolenie pilotów. Za dotychczasowe karygodne braki  odpowiedzialność ponoszą wszystkie rządy po 89 roku, choć oczywiście najtrudniej uporać się z tą odpowiedzialnością ostatniemu, aktualnemu rządowi.

Była to w tej dyskusji sytuacja nie wygodna dla Tuska. Przesada jednak drugiej strony zaczyna przechyla szalę na stronę PO.

„Niesprawność polskiego państwa” można bowiem rozumieć nie tylko pragmatycznie, ale jak się okazuje historiozoficznie i mistycznie. Na przykład jako niesprawność całej III RP. W taki ton uderzył niegdyś Zdzisław Krasnodębski pisząc „Polska jak Tupolew 134”. Taką interpretację można jednak dramatyzować dalej. Katastrofa staje się wtedy symbolem przemiany duchowej, którą chciano w ten sposób  unicestwić. I tu jesteśmy już bardzo blisko interpretacji mistycznych. Młody poeta Wojciech Wencel pisze Neomesjanizm, którego źródłem jest zmartwychwstanie Chrystusa i oczekiwanie na jego ponowne przyjście, bez Smoleńska będzie eskapizmem, ucieczką od własnej historii, przez którą Bóg chce mówić do człowieka. Pojawia się również młody jak p.Wencel p.Pereira, któremu katastrofa nadaje sens jego życia.

Tych mistycznych interpretacji nie można w tym w sensie lekceważyć, że pokazują one jak trudno rozstawać jest się w Polsce z  arcyromantyczną mentalnością. Ale to jest już pytanie dla kulturoznawców i psychoanalityków. I wcale nie łatwe. Oczywiście jednak  w toczonej dyskusji chodzi nie o mistycyzm i historiozofię. Chodzi o politykę. I owe mistyczne czy historiozoficzne interpretacje są partyjne. Czego zresztą ich autorzy w zasadzie nie ukrywają.

I to właśnie szalenie ułatwia zadanie stronie rządowej. Mesjanizm, istotny składnik polskiej kultury romantycznej XIX wieku, nie nadaje się do interpretacji wydarzeń w niepodległym i demokratycznym państwie. Nasi mesjaniści zamiast zadać sobie pytanie, jak twórczo korzystać owych z głębszych pokładów polskiej kultury (na to jednak nie można być partyjnym) starają się z wielkich narodowych uczynić prymitywną broń polityczną. I na to większość polskiej opinii publicznej nie daje się nabrać. Krzywdę wyrządza się w ten sposób polskiemu wspaniałemu dziedzictwu romantycznemu, które jest nieuchronnie banalizowane (dodam dla równowagi, że występy naszych modernistów pragnących w czambuł odrzucić to dziedzictwo i zachowujących się często nie mniej partyjnie są moim zdaniem nie mniej szkodliwe).

Dodajmy, że katastrofa, będąca z pewnością największą tragedią dla rodzin ofiar, może być rozumiana jako traumatyczne przeżycie dla całej polskiej elity politycznej. Na pokładzie tego samolotu, prawem przypadku mogły się znaleźć inne wysoko postawione osoby i w tym znaczeniu krąg tych, którzy mogliby sobie powiedzieć „co by było gdyby”,  to z pewnością parę tysięcy osób.

I wszyscy zadać musimy sobie pytanie, czy symbol,  jaki tworzy się wokół katastrofy ma być dla żyjących, którzy bardzo selektywnie chcą wydobywać to, co jest nim dzisiaj potrzebne,  czy też ten tragiczny symbol winien służyć pamięci o ludziach, którzy w niej tragicznie zginęli.

Advertisements

One thought on “Moi zmarli ze Smoleńska

  1. To rzeczywiście zdumiewające, że nie doczekaliśmy się takiej publikacji. Niewątpliwie będzie bestselerem. Będzie trudnym przedsięwzięciem dla jednego autora. Warto zatem pomyśleć o powierzeniu tego zadania wydawnictwu, które dobierze autorów, bądź innej instytucji, jak Muzeum Historii Polski, które jest do tego powołane. Mamy znakomitych młodych historyków, lecz nie tylko oni powinni podjąć tego dzieła.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s