Jan Józef Lipski – kontrowersje o znaczenie spuścizny

Posted on 28/09/2011

1


Okrągła 35-ta rocznica powstania KOR-u sprzyja refleksji nad naszą najnowszą historią. Powstanie KOR było po wieloma względami przełomowe w ewolucji opozycji antykomunistycznej. To właśnie od tego momentu opozycja, mimo późniejszego stanu wojennego, rozwija się nieustannie, co doprowadza do powstania „Solidarności” a następnie usunięcia narzuconej władzy. Te fakty znamy, jednak w bardzo różny sposób je interpretujemy.

            Wielkie postacie tej opozycji takie jak Jacek Kuroń i Jan Józef Lipski mają duże znaczenie dla nas i dzisiaj. Jeśli mamy odczytywać ich spuściznę (a powinniśmy), to nie tylko w kontekście historycznym (jak przyczynili się do do obalenia komunizmu), ale i w kontekście współczesności. I tu zaczynają się spory.

            Jan Józef Lipski był i jest wielkim nauczycielem wielu z nas (na mnie wywarł wpływ przemożny), osobą wyjątkowo szlachetną, człowiekiem, którego trudno nazwać inaczej jak wielkim polskim patriotą (nota bene skłonny jestem powiedzieć podobne słowa o Jacku Kuroniu, choć mają oni tak różne biografie). Czy JJL winien być dzisiaj interpretowany jako człowiek lewicy czy też  bardziej jako wzór obywatela? To była jedna z kontrowersji na sesji poświęconej JJL na Uniwersytecie Warszawskim.

            Ja wybieram to drugie. Oczywiście JJL przyznawał się do tradycji PPS-u. Chciał odtworzenia tradycji polskiej lewicy, zarazem mając głęboko awersję do tego, co pachniało postkomunizmem. Jako polityk po 89’ poniósł niestety całkowitą porażkę. Może właśnie dlatego, że był w gruncie rzeczy tradycjonalistą, człowiekiem tradycyjnych wartości, człowiekiem odwagi (nie tylko cywilnej) i honoru. Był żołnierzem powstania warszawskiego, choć wątpił w jego sens, ponieważ przysięgał na wierność Rzeczpospolitej. Był w opozycji wobec systemu, gdy wielu jego przyjaciół chciało się z nim układać. Był przede wszystkim obywatelem, który uważał, że jego obowiązkiem jest podejmowanie odpowiedzialności za sprawy ogółu. Zadziwiające jest, że mając tak zdecydowaną postawę, obcy mu był wszelki radykalizm. Nakłaniał wielu do nonkonformizmu, podkreślał jednak, że każdy winien znaleźć miarę dla swojej odwagi (nie należy być zbyt odważnym, jeśli później nie sprosta się później wyzwaniom, związanym z taką odwagą – takie słowa od niego słyszano).

            Był człowiekiem umiaru i środka. Wśród jego najbliższych przyjaciół był Janusz Szpotański, z całą pewnością jak najdalszy lewicy, który PPS-nostalgię JJL uważał za dziwactwo. Był też Jacek Kuroń, który wedle wielu świadectw zawdzięcza m.in. JJL odejście od swoich marksistowskich ideałów (za które zapłacił zresztą jak wszyscy wiemy więzieniem, więc nie miały one wiele wspólnego z komunizmem władzy). Słusznie pisze Barbara Toruńczyk: Janek był działaczem intelektualistą i jego obecność w opozycji sprawiała, że stawaliśmy się wszyscy bardziej otwarci intelektualnie (cytat ze wspaniałego eseju Magdaleny Grochowska,  Jan Józef, ambasador marzeń, http://niniwa2.cba.pl/jan_jozef_ambasador_marzen.htm).

            Najwięcej kontrowersji wywołał jego esej „Dwie ojczyzny – dwa patriotyzmy”. Część opinii publicznej nie mogła znieść tego, że JJL obwiniał Polaków wieloma przewinami, takimi tak złe traktowanie mniejszości narodowych w II RP czy stosunek do Niemców pod czas ich wysiedlania z Polski po roku 45. Esej ten został napisany w szczególnej sytuacji. Od 1956 roku PZPR wchłaniał coraz więcej wątków nacjonalistycznych. Kulminowało to do pewnego stopnia w ruchu moczarowskim. Mariaż komunizmu z pewnymi elementami polskiego nacjonalizmu, nieprawdopodobny w okresie stalinowskim, stawał coraz bardziej widoczny. Groziło to całkowitym zmanipulowaniem polskiego patriotyzmu. Temu JJL z niezwykłą odwagą się przeciwstawił. “Byle agent – pisał –  przebrawszy się w ułańskie czako i zawiesiwszy ryngraf na piersi, poprowadzi naród, dokąd zechce, podbijając bębenka >>dumy narodowej<< i manipulując fobiami”.

„Zawsze socjalista, liberał i antykomunista” jeszcze raz przywołajmy Barbarę Toruńczyk. Jeśli dodamy do tego, że był wielkim niekłamanym patriotą w pewien sposób nie pasuje dziś do żadnego z głównych polskich nurtów politycznych. Jednym nie będzie pasował jako liberał, innym jako socjalista, jeszcze innym jako antykomunista i w gruncie rzeczy dość tradycyjny patriota. Poniósł porażkę jako polityk, ponieważ błędnie ocenił, że po 89’ odtworzą się podziały polityczne z II RP. Nasze dzisiejsze podziały partyjne i ideowe w niczym nie przypominają tamtych sprzed 39 roku (już chociażby dlatego, że w centrum z silną pozycją są liberałowie, których przed wojną praktycznie nie było). Ten błąd Lipskiego „tradycjonalisty” jest pomniejszy i w niczym nie odbiera wartości jego dorobku. Był wielkim obywatelem, jednym z tych, którzy ratowali honor Polaków pod okupacją sowiecką.

Wszyscy dzisiaj winni go uznać za wzór obywatela. Nikt też nie powinien starać się zawłaszczać jego spuścizny. Jeśli by się tak działo, polska kultura polityczna byłaby dojrzalsza i lepsza.

Uwagi te czynię na marginesie sesji poświeconej Jan Józefowi Lipskiemu, jaka miała miejsce na Uniwersytecie Warszawskim 19.09.2011. Wziąłem w niej  udział w dyskusji panelowej z Jankiem Lityński, Zbyszkiem Romaszewskim, Heniem Wujcem i prof. Michałem Głowińskim. Dyskusję prowadził Jurek Eisler. Między mną a Jankiem Lityńskim powstała kontrowersja (przyjazna), czego wyrazem  jest ten komentarz.

About these ads